Miesiąc: Październik 2017

Kto rządził w Polsce po II wojnie światowej?
(cz. 1)

Obszernym cytatem z książki pt. Rewolta Marcowa: Narodziny, życie i śmierć PRL, rozpoczynamy cykl edukacyjny poświęcony odkłamywaniu dziejów Polski.
Przede wszystkim będzie to cenna lekcja dla osób, które chciałyby reformować kraj, ponieważ każdy cel wymaga lepszego poznania źródła problemów istniejących w teraźniejszości, a także:

Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie.

   – Piotr Konieczka

„Nie sięgając w daleką przeszłość, do początków ruchu komunistycznego, za punkt wyjścia przyjąć należy fakt bezsprzeczny, nie budzący już dziś żadnych wątpliwości, że Polska Ludowa rządzona przez komunistów mogła powstać i istnieć tylko w wyniku dyktatu sił zewnętrznych, zniewolenia przez ZSRR za zgodą rządów USA i Wielkiej Brytanii. W żadnych innych okolicznościach komuniści nie mieliby żadnej szansy objęcia władzy w Polsce.
W okresie międzywojennym Komunistyczna Partia Polski nie stanowiła liczącej się siły politycznej. Od początku swego istnienia pozostawała obcym ciałem odrzuconym przez przytłaczającą większość Polaków. Wynikało to nie tylko z absolutnej podległości KPP wobec struktur Międzynarodówki Komunistycznej czyli Kremla, lecz także z faktu, iż była to partia zdominowana przez mniejszości narodowe, w tym przede wszystkim przez Żydów. W takich podstawowych dla Polaków kwestiach, jak niepodległość, suwerenność, świadomość narodowej wspólnoty, między Polakami a KPP istniała przepaść nie do przebycia.
(…)
W ruchu komunistycznym na terenie Polski mniejszości narodowe były zdecydowaną większością a mniejszość żydowska miała absolutną przewagę w gremiach kierowniczych KPP. Ludzie ci nie mieli i nie mogli mieć żadnych wątpliwości, że w Polsce niepodległej i suwerennej nie mogą mieć żadnej szansy zdobycia władzy. Szansę taką mogła im dać przemoc wyposażona w komunistyczny internacjonalizm. Rosja była przykładem znakomitym, porywającym nie tylko żydowski proletariat, ale także wielu, zwłaszcza młodych, przedstawicieli świata żydowskiego kapitału. Rosja Sowiecka stała się ziszczeniem odwiecznej idei wybraństwa.
Nigdy przedtem w dziejach ludzkiej cywilizacji Żydzi nie zdobyli tak ogromnego wpływu na losy tylu narodów, tylu milionów ludzi na tak ogromnym terytorium. Jeśli dodamy do tego zwycięski marsz Armii Czerwonej na Warszawę w 1920 roku i wizję marszu „po trupie pańskiej Polski na Zachód” na Berlin i Paryż, to fascynacja Żydów w Polsce i nie tylko w Polsce, rewolucją bolszewicką i komunizmem, staje się zrozumiała. (…)
Najazd niemieckich hord na Polskę zastał kapepowców w sytuacji kompletnego rozkładu. Ich partia, na rozkaz Stalina, została rozwiązana przez Komitet Wykonawczy Komunistycznej Międzynarodówki. Pakt Ribbentrop-Mołotow dobił ich ostatecznie w oczach Polaków jako sługi najeźdźcy. Mimo to, w tej tragicznej dla narodu polskiego godzinie, gdy Polska zaatakowana przez dwóch najeźdźców opuszczona i zdradzona przez traktatowych przyjaciół, ginęła w nierównej walce, Żydzi na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej witali kwiatami wkraczających czerwonogwiezdnych „wyzwolicieli”. I nie był to tylko asekurancki gest. Od Wileńszczyzny przez Wołyń aż do Podola w setkach miast i miasteczek, Żydzi masowo zakładali czerwone opaski, wstępowali do milicji, zgłaszali się do służby w NKWD a także aparacie propagandowym okupanta. Masowo denuncjowali „wrogów władzy radzieckiej”. Przewodzili temu ruchowi zdrady, podłości i kłamstwa żydowscy komuniści.
Byłoby nieuczciwością i kłamstwem twierdzenie, że tak postępowali w dniach naszej największej narodowej tragedii wszyscy komuniści, a nawet wszyscy komuniści Żydzi. Jednakże postawy przeciwstawne zdarzały się rzadko. Należy oddać sprawiedliwość niektórym byłym kapepowcom, członkom komun więziennych, którzy w tragicznym wrześniu 1939 roku stanęli do walki w obronie Ojczyzny i wbrew hasłu robotnicy nie mają Ojczyzn za tę Ojczyznę oddali życie.
(…) W kwestii będącej tematem niniejszej publikacji wyniki dotychczasowych badań naukowych i publicystycznych penetracji wystarczają aż nadto aby stwierdzić, że bardzo wielu Żydów na okupowanym przez ZSRR terytorium Polski dopuściła się zdrady Polski, której byli obywatelami, oddając się w służbę najeźdźcy, masowo biorąc udział w prześladowaniach i zbrodniach jakich dopuszczały okupacyjne władze sowieckie na ludności polskiej. Nie ulega wątpliwości, że większość Żydów na terenach Kresów Wschodnich, a zwłaszcza Żydzi komuniści, wierzyli iż czwarty rozbiór Polski będzie też rozbiorem ostatecznym i nieodwracalnym. Szukając dla siebie najlepszego miejsca pod stalinowskim słońcem, gorliwie zabiegali, aby w tym więzieniu narodów zostać dozorcami i pomocnikami katów a nie więźniami i ofiarami. I nie przyświecały im żadne ideały socjalistyczne ani tym bardziej chęć służenia Polsce, jak usiłowali dowieść tego po wielu latach twórcy Centralnego Biura Komunistów Polskich w ZSRR. (…)
Mniej giętki a raczej może bardziej cynicznie szczery był Alfred Lampe. Generał Berling odnotował reakcję Lampego na wiadomość o decyzji Stalina zezwalającej na organizowanie 1 Dywizji WP. Główny ideolog komunistów polskich w ZSRR, niekwestionowany lider lobby Żydów polskich w ZSRR, oświadczył wówczas:

A na h… nam to potrzebne. My mamy Armię Czerwoną to nam wystarczy.

Im wystarczyło. Oni nie chcieli żadnego wojska polskiego. Gwarantem ich władzy nad Polakami mogła być tylko Armia Czerwona a nie żadne Wojsko Polskie, nawet pod operacyjnym dowództwem radzieckim.”[1]

cdn.
______________
Przypisy:
[1] J. Brochocki, Rewolta Marcowa: Narodziny, życie i śmierć PRL, Warszawa 2000, s. 21–26.

Biurokratyczna imitacja nauki

Dopóki społeczeństwo nie będzie decydować o tym, jak ma przebiegać proces edukacji, kto ma uczyć nasze dzieci, jeśli nie będziemy rozliczać pracowników oświaty ze słuszności stosowanych przez nich metod nauczania, a przede wszystkim rządzących z tworzonych przez nich rozporządzeń oraz innych aktów normatywnych dotyczących szkolnictwa, możemy zapomnieć o prawdziwej suwerenności.

Po II wojnie światowej, zwłaszcza za sprawą celowych działań ludzi pokroju Jakuba Bermana, jakość nauczania w Polsce drastycznie spadła. Kluczowa była eliminacja z programów nauczania przedmiotów, które uczyły samodzielnego myślenia, w tym przede wszystkim: logika, propedeutyka filozofii itp. Celem tych działań była indoktrynacja marksistowsko-leninowska w wydaniu stalinowskim, a skutkiem ubocznym “bizantynizacja” nauki i oświaty.[1] Ponadto ogłupionym społeczeństwem łatwiej się steruje, dlatego rządzącym nie zawsze jest po drodze odwrócenie tego stanu rzeczy. “Miniona epoka” podobno już się skończyła, lecz nie trudno zauważyć, że nie w każdej sferze naszego życia. Współczesnemu maturzyście jeszcze daleko do poziomu maturzysty przedwojennego, który zazwyczaj już po liceum był w pełni samodzielnie myślącym, dojrzałym człowiekiem, a bizantynizm w nauce i oświacie nadal króluje.

Co musimy zrobić, aby powrócić do normalności?

W tej sytuacji są jedynie dwa rozsądne rozwiązania, w obu (nie)stety będziemy musieli wziąć sprawy we własne ręce. Albo sami będziemy uczyć nasze dzieci, albo to my będziemy wystawiać oceny szkole nauczycielom oraz rządzącym. System zmusza szkoły do nauczania w klasach liczących po 30 osób, gdzie nauczyciel nie jest w stanie przekazać swej wiedzy wszystkim uczniom jednoczenie (w zależności od predyspozycji danego ucznia do przyswajania nowych informacji). Rodzice zaś często są później wrogo nastawieni do nauczycieli, choć oni nie zawsze są winni. Zdecydowana większość wolałaby, aby nauczać w mniej liczebnych klasach, uczyć konkretnie, by rodzice i uczniowie byli zadowoleni i darzyli nauczycieli szacunkiem oraz respektowali ich autorytet. Dzięki utworzeniu klas z mniejszą liczbą uczniów, zwiększyłoby się również zapotrzebowanie na nauczycieli, ze względu na zwiększoną ilość klas, które liczyłyby np. po 10 uczniów. Dodając do tego uczciwy i sprawnie funkcjonujący system społeczno-gospodarczy, nauczyciele zarabialiby zdecydowanie więcej, przez co mieliby dodatkową motywację, aby podejść bardziej życzliwie i indywidualnie do każdego ucznia.

Oczywiście “nauczyciele” nienadający się do tego typu aktywności zawodowej straciłaby pracę, ale ich wbrew pozorom nie jest aż tak wielu. Dużo zależy od środowiska, w jakim przyjdzie człowiekowi pracować. Zdecydowana większość to nauczyciele, którzy chcieliby rzetelnie i z pasją przekazywać wiedzę, lecz są zmuszani do takiego, a nie innego systemu edukacji, co często przyczynia się do ich wypalenia zawodowego. Niestety najbardziej cierpią na tym nasze dzieci.

______________
Przypisy:
[1] Por. J. Kossecki, Metacybernetyka, Kielce – Warszawa 2005, s. 220-257;
J. Brochocki, Rewolta Marcowa: Narodziny, życie i śmierć PRL, Warszawa 2000, passim.

Funkcjonariusze publiczni – w czyim interesie?

Wydawać by się mogło, że prawo oraz służby pilnujące tego prawa, które powołane zostały przez rządzących, wybranych przecież w demokratycznych wyborach (ogólnopolskich lub lokalnych), mają za zadanie poprawiać bezpieczeństwo oraz działać w służbie mieszkańcom naszego kraju. Czy tak to funkcjonuje w obecnych realiach?

Jeżeli prawo stoi w sprzeczności ze sprawiedliwością, należy wybrać sprawiedliwość oraz nieposłuszeństwo wobec złego prawa. W przeciwnym razie będziemy ponosić tego konsekwencje, przede wszystkim moralne.

– Wiesław Lewicki          

Jeśli zrobimy komuś krzywdę, przywłaszczymy sobie coś, co do nas nie należy, sprawiedliwością byłoby naprawienie szkody lub zostanie ukaranym w sposób adekwatny do popełnionego czynu. Normy prawne oparte o normy etyczno-moralne (w tym oparta na nich kultura danego społeczeństwa) oraz prawo naturalne (m.in. uwzględnienie aspektów psychologicznych, socjologicznych, psycho/socjocybernetycznych itp.) to podstawowy warunek, aby prawo stanowione było synonimem prawdziwej sprawiedliwości. Istotną kwestią jest również wyznaczenie granicy prawa publicznego i prawa prywatnego. Dlaczego granica ta jest w ogóle potrzebna?

Na przykład: jeśli ktoś jedzie samochodem i wjeżdża w kałużę (celowo lub przez nieuwagę), a po chodniku idzie starsza pani, która zostaje oblana wodą z tej kałuży i wzywa służby porządku publicznego, by schwytała winowajcę (bo np. sama nie jest w stanie ustalić jego tożsamości), komu należy się odszkodowanie w tej sytuacji – państwu czy tej staruszce? To ona została zmoczona, być może się przeziębi, będzie musiała iść do lekarza , kupić leki, ponieść koszt prania ubrania i tej pani należy się zadośćuczynienie, nie państwu. Państwo i służby państwowe są jej potrzebne tylko do tego, by delikwent nie chcący naprawić wyrządzonej przez siebie krzywdy ją naprawił. Państwo i służby państwowe są również potrzebne temu kierowcy, gdy poszkodowana zażąda nieadekwatnej kwoty lub formy naprawy szkody. Nie widzimy jednak racjonalnego powodu, dla którego państwo miałoby być beneficjentem zadośćuczynienia z powyższego przykładu.

Jak to powinno wyglądać w normalnym kraju? Kierowca wjeżdża autem w kałużę, ochlapuje starszą panią, pani wzywa służbę porządkową, by ustalić tożsamość winowajcy, jeśli winowajca okazuje skruchę (np. proponując pani 100 lub 200 złotych zadośćuczynienia) i przeprasza za występek, pani godzi się i sprawy nie ma. Chyba że sprawca zdarzenia proponuje przykładowo 100 / 200zł, natomiast pani mówi, że chce 10 tys. złotych, a winowajca słusznie twierdzi, że nie zgadza się na tyle, ponieważ jest to kwota nieadekwatna do popełnionego występku. Wtedy sprawa trafia do sądu i zostaje rozstrzygnięta tak, aby zadośćuczynienie było adekwatne do wyrządzonej szkody – po prostu sprawiedliwe.

Obecne prawo często nie służy społeczeństwu, gdyż krzywdzi zarówno krzywdzących, jak i poszkodowanych. Administracja państwowa nierzadko tworzy przepisy, dzięki którym może “skubać” obywateli niemal na każdym kroku. Prawo nie może być narzędziem w rękach władz do zapychania dziury budżetowej, prawo ma wspomagać normy etyczno-moralne oraz gwarantować m.in. sprawiedliwe rozstrzygnie sporów. Organów – które mają służyć społeczeństwu – nie wolno wykorzystywać do drenowania kieszeni obywateli poprzez nagminne nakładanie mandatów, ponieważ nie jest to w interesie służb porządkowych (nie przekłada się to w praktyce na znaczący wzrost wynagrodzenia, a ma wpływ na pogorszenie wizerunku tych służb), a tym bardziej w interesie obywateli.

Czy starszy pan sprzedający np. warzywa ze swojego ogródka działkowego, rozstawiony na szerokim chodniku, gdzie nie przeszkadza nikomu w przemieszczaniu się, jest zawsze jakimś groźnym przestępcą? Czy wyrządza komuś krzywdę, że potrzeba interwencji kilku uzbrojonych funkcjonariuszy, aby zlikwidować “nielegalny interes”? Jeśli zdaniem funkcjonariuszy publicznych tak się dzieje, niech wskażą osobę poszkodowaną i jeśli zostanie nałożona kara pieniężna, niech ta kwota będzie formą zadośćuczynienia dla pokrzywdzonego, a nie państwa. Jeśli zaś pokrzywdzonych nie ma, to nie ma również wykroczenia lub przestępstwa.

Zapraszamy wszystkie osoby, którym zależy na budowie sprawiedliwego ustroju i lepszej Polski – do tworzenia normalnego kraju, w którym funkcjonariusze publiczni służą społeczeństwu, gdzie obywatel ma zaufanie do profesjonalnie funkcjonującej policji (oraz innych służb), na widok której lęk odczuwają jedynie prawdziwi złoczyńcy.