prawa obywatelskie

Dając względnie dużą swobodę częściom składowym, a nawet pojedynczym kandydatom, można zbudować politycznie skuteczny ruch.

Do wspomnienia świętego Marcina, w Polsce celebrowanego raczej pod nazwą Narodowego Święta Niepodległości, co prawda mamy jeszcze parę miesięcy, gdy oto właśnie w przeciągu dwóch tygodni skumulowało nam się kilka wydarzeń, dzięki którym mogliśmy przypomnieć sobie, że istnieje tu u nas coś takiego jak ruch narodowy, że wiele osób chętnie identyfikuje się jako nacjonaliści, czy narodowi-radykałowie ? jakkolwiek ów radykalizm rozumieć. Mam na myśli w rzeczy samej osobę księdza Jacka Międlara, kapłana deklarującego się duszpasterzem ONR i pokrewnych mu ruchów, który niedawno odprawił Mszę Świętą w białostockiej katedrze z okazji nieogrąłej, 82. rocznicy powstania tej organizacji. To wydarzenie stało się zaczynem kolejnej medialnej nagonki na Kościół katolicki w Polsce, tym razem zawierającej elementy typowej narracji ?antyfaszystowskiej?, straszącej rzekomym odradzaniem się brunatnych koszul i wspieraniem przez instytucję założoną 2000 lat temu przez Jezusa Chrystusa nacjonalistów, antysemitów i dyskryminatorów. W rozmowie z Krzysztofem Bosakiem u redaktora Piaseckiego, pani Barbara Nowacka sprawnie, lecz kuriozalnie wykręcała się przed przytaknięciem temu pierwszemu, że jednak komunizm odpowiedzialny jest za znacznie więcej ofiar ludzkich aniżeli tak inkryminowany przez nią faszyzm-nazizm.
W sławnym już dzisiaj kazaniu ksiądz Międlar nie powiedział oczywiście niczego przesadzonego ? zarówno analizując jego treść pod kątem poprawności dogmatycznej, jak i tzw. prawoczłowieczej. Osobiście nie radziłbym opowiadać się tak jednoznacznie po stronie jakiejś organizacji czy ideologii, bo zaraz mógłby ktoś podnieść głos, dlaczego swoich ojców duchownych nie mają minarchiści-obiektywiści, konserwatywni-liberałowie, czy neoendecy. Wszak, czy stoi coś na przeszkodzie, by z pozycji czysto katolickich wzdragać się pod groźbą grzechu śmiertelnego na wsparcie w ?doczesnym pielgrzymowaniu? takich oddanych jednemu światopoglądowi grup? Były, owszem, celebrowane u nas w przeszłości Msze dla członków towarzystw bioenergoterapeutów, teraz szykuje nam się radosna fiesta JŚw. Franciszka z działaczami paramasońskiego Rotary Club, dlaczego więc my, wolnościowcy, nie mielibyśmy się upomnieć o swojego ziemskiego orędownika u Pana Boga? Podczas konferencji ?Przyszłość ruchu wolnościowego w Polsce? zorganizowanej przez Najwyższy Czas!, Rafał Ziemkiewicz raz jeszcze wyraził swoje poparcie dla sojuszu wyborczego nie-radykalnych narodowców pokroju Bosaka, Winnickiego, Zawiszy i środowisk korwinistyczno-postkorwinistycznych za trzy lata, bo ? jak dodał następnie profesor Adam Wielomski ? ?do ciuchci Kukiza? przyłączyło się parę niezależnych wagoników z wymienionych grupek na czym wyszli doskonale. W odróżnieniu ? jak łatwo się domyśleć ? od dwukrotnego (z UPR i KNP) rozłamowcy z Józefowa.
Wszystkich przesadnie rozentuzjazmowanych zwolenników podobnego porozumienia ponad podziałami chciałbym jednakże nieco ostudzić, nie tylko znając dobrze nie tak odległą historię wielu podobnych prób, lecz bardziej ze względu na naturalną trudność dogadania się ? zarówno w szczegółach jak i często w kwestiach kluczowych. Niewielu jednak jest takich, dla których owo ekumeniczne, tolerancyjne nastawienie do innych ludzi, a zwłaszcza ich poglądów to życiowa norma. Nie polecałbym też nikomu, by takim być na co dzień. Formuła zaproponowana ładnych parę miesięcy temu przez muzyka z Paczkowa, pomimo wcześniejszych animozji z Ruchem Narodowym na tle wystąpienia z komitetu poparcia MN, wydaje się na pozór zaprzeczać starej, sceptycznej tezie, że nie da się i już, co dla rzeczonych rozentuzjazmowanych stanowi koronny argument swoich rozczulających majaków o wspólnej walce o ?dobro naszej umiłowanej ojczyzny?. Kukiz?15 udowodnił jednak coś zgoła odmiennego, a mianowicie tak, dając względnie dużą swobodę częściom składowym, a nawet pojedynczym kandydatom, można zbudować politycznie skuteczny, niepartyjny, lecz jednocześnie wielopartyjny ruch. Z jakichś powodów jednak ręka wyciągnięta do KNP, Soli(niez)darności Walczącej i RN nagle została odsunięta od tego, którego nazwiska boję się obecnie wymawiać i o dziwo nie stało się tak z inicjatywy drugiej strony, a jak można by się spodziewać, chociażby sugerując się wypowiedziami o doktrynie feldmarszałka Moltkego ?maszerować osobno, uderzać razem?.
Skoro tradycjonalista katolicki nie da rady dogadać się z upartym charyzmatykiem, czy innym ślepo zapatrzonym w swojego apologizowanego, krępego jezuitę ?kramerowcem?, to na ile jest to możliwe w przypadku kolibranta, niepoukładanego doktrynalnie woJOWnika, neoendeka, Wilka i Wiplera, Kowalskiego i Brauna? Spoiwo antysystemowości wytraci swą kohezję wówczas, gdy dojdzie do konieczności stanowczego opowiedzenia się w jakiejś drażliwej kwestii (światopoglądówka, podatki, własność prywatna) albo? wypłyną na wierzch prywatne nagrania, na których wyzwie się tych drugich od najgorszych ścierw (patrz kazusy Przemysława Holochera i najnowszy wyciek od Andrzeja Żuromskiego). I mógłbym w tym miejscu po raz kolejny użalać się jak to dużo Polacy klną, i że w kręgach politycznych poza kamerami to chleb powszechni ? podobnie zresztą jak nagrywanie siebie nawzajem, także niestety w ?naszych? kręgach, co dramatycznie przeczy tym wszystkim naszym życzliwym głosom pod adresem Kościoła i prawa bożego. Pointa jaką chcę tutaj naszkicować będzie jednak odmienna. Zachęcam do niepoddawania się i kontynuowania dalej działań na rzecz frontu jedności poskładanego na bazie spoiwa w postaci wspólnego programu o charakterze znanego z teorii gier minimaksu. Za posłem Winnickim, realizującym słowo w słowo uchwałę władz RN nie poszli o dziwo jego partyjni koledzy.
Marcin Cokot
Poglądy zamieszczone w felietonach publikowanych na stronie Normalnego Kraju są opiniami autorów i nie muszą być zgodne z oficjalnym stanowiskiem ugrupowania.
Tagi:   

Podziel się z przyjaciółmi: