Grzegorz Sowa vs ZUS

Walczymy o dobrowolność w opłacaniu daniny publicznej, zwanej dla zmylenia przeciwnika “ubezpieczeniem społecznym”.

Średnio co dwa – trzy miesiące jestem w sądzie, gdzie mierzę się z Naszym kochanym państewkiem, które reprezentuje umiłowana przez Naszych Obywateli instytucja o nazwie Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Ja wykazuję, że zgodnie z prawem wyższego rzędu tzn. Konstytucją RP, państwo (w domyśle władza państwowa) nie może mnie zmuszać do ubezpieczania samego siebie w państwowej ubezpieczalni, a sąd powtarza, że jestem osobnikiem aspołecznym, gdyż nie chcę stosować tzw. solidaryzmu społecznego. Nieważne że nic takiego nie występuje w prawodawstwie Naszego Kraju, nieważne że składki obecnych emerytów zostały po prostu zmarnowane lub zawłaszczone. Ja jako Obywatel mam siedzieć cicho i płacić jak mi władza karze a że później nic z tego nie będę miał, to przecież sądu nic to nie obchodzi, przecież sędziowie nie mają emerytury z ZUS-u.

– Grzegorz Sowa                    

Wniosek jedyny jaki z tego płynie to fakt, że potrzebujemy po prostu rewolucji (kontrrewolucji) w sensie dosłownym i przenośnym tzn. mentalnym.