lina

Wybory – Czy jest jeszcze zdrowa rywalizacja w polityce?

Wybory

Scena polityczna rozgrzała się dziś do czerwoności. Z reguły spory polityczne powinny prowadzić do konkluzji, do jakichś rozstrzygnięć, gdzie postawiona teza zostaje albo potwierdzona, albo obalona w wyniku politycznego dyskursu.

Chciało by się powiedzieć toczy się rywalizacja polityczna, a tymczasem mamy walkę polityczną.

Termin rywalizacja kojarzy się każdemu z jakimiś zasadami, regułami gry, gdzie wszyscy stosują się uczciwie i grają „fair play”.

Sam termin „walka” wywołuje dość jednoznaczne skojarzenia. Wzbudza od razu u czytelnika negatywne emocje, ponieważ w każdej walce ktoś musi ucierpieć, najczęściej są to strony walczące pomiędzy sobą, gdzie każda musi liczyć się ze stratami.

Na polskiej scenie politycznej w rzeczywistości jest prowadzona „wojna polityczna”. Ciśnie się tu od razu kolejne określenie, że jest to wojna pozycyjna. Władza będącą stroną tej walki, prowadzi ją w kontekście utrzymania się przy władzy i wywierania jak największego wpływu politycznego, dążąc do jej utrzymania.

Niemniej jednak, który obóz polityczny by nie zdobył większych wpływów, to i tak jest widoczny podział na: społeczeństwo i tych, którzy zdobyli władzę w mniejszym czy większym stopniu, starając się ją utrzymać.

Niektórzy politycy oficjalnie potrafią użyć słów: „kolejny raz ją zdobyliśmy i już jej nie oddamy”. Przykre jest to, że w dzisiejszych czasach padają tego typu teksty, gdzie również mówi się o demokracji.

Podobne wypowiedzi już padały w historii z ust ludzi o nie najlepszej reputacji politycznej np. W. Gomułki „Raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy” lub przez J. Goebbelsa „Jeśli zdobędziemy władzę, nie oddamy jej już nigdy, chyba że zostaniemy wyniesieni z naszych gabinetów jako trupy”.

Wojna pozycyjna” – to termin używany przede wszystkim w sztuce wojskowości. Odwołujący się głównie do czasów I Wojny Światowej, w której to walczące strony dążyły do utrzymania terenu, poprzez walki defensywne w oparciu o umocnienia inżynieryjne tj.: okopy, rowy, wały, zasieki, maskowanie itp.

W odniesieniu do w/w pojęć opisujących dzisiejszą politykę, widać dokładnie jak za wszelką cenę największe obozy polityczne dążą do utrzymania maksymalnych wpływów w instytucjach i na stanowiskach politycznych, łącznie z tym najwyższym, jakim jest Urząd Prezydenta Polski.

To wszystko po to, aby zachować jak największy wpływ na scenę polityczną przy roszadach personalnych lub po ponownym rozdaniu kart /czym są wybory/. Dziś coraz wyraźniej widać, że wybory są jedynie przegrupowaniem istniejących sił i nowym podziałem łupów w postaci wpływów politycznych, między tymi samymi obozami.

Od przemian pookrągłostołowych nic się nie zmienia w siłach biorących udział w polityce. Główne obozy polityczne przepoczwarzają się w inne zmieniając szyldy i nazwy, dokonując w ten sposób kamuflażu i trwają dalej przy władzy.

Nikt nie zauważa, że wewnątrz są ci sami ludzie, którzy od 1945 roku trzymają bat nad narodem. Dzielą między sobą wpływy i organizują wybory, aby nie dopuścić w sposób niekontrolowany nikogo i niczego nowego nad czym oni nie będą mieli kontroli.

Używając języka wojskowego, można powiedzieć, że maskowanie i kamuflaż mają opanowane perfekcyjnie.

 

Wybory 1989 - 2020

Rys. Ewolucja organizacyjna „Trzymających Władzę” pod coraz to nowymi szyldami w momentach utraty poparcia oraz pod przykrywką nowych haseł.

Mając niemal nieograniczony wpływ na tworzenie nowych narzędzi prawno-administracyjno-fiskalnych, największe obozy polityczne od lat tworzą zasieki nie do przeskoczenia przez mniejsze organizacje, ze względu na progi w postaci wymogów formalnych i ograniczeń czasowych. Dysponują również środkami finansowymi (dzięki czemu mogą prowadzić kampanię wyborczą o szerokim – nieosiągalnym dla mniejszych ugrupowań – zasięgu) oraz mediami (które najczęściej są nośnikiem propagandy obozu sprawującego władzę, również poza kalendarzem wyborczym).

Tak ustawiony system polityczno-administracyjny w kooperatywie z mediami w zasadzie uniemożliwia spontaniczne, oddolne powstanie nowych organizacji i uczestnictwo w życiu politycznym państwa.

W obecnej sytuacji przykładem wyboru czasu rozegrania decydującego boju o najwyższy urząd w państwie jest naciskanie, aby wybory prezydenckie nie zostały przesunięte pomimo pandemii, która wszystkich zaskoczyła i sparaliżowała wszelkie prace przygotowawcze do wyborów.

Jest to zastosowanie jednej z zasad ze sztuki wojennej, mówiącej o tym, że wybór dogodnego dla siebie terenu i czasu walki daje na starcie pewną przewagę nad przeciwnikiem.

Z jednej strony można to nazwać kreatywnością w działaniu, ale czy jest to fair play”. Przystępując do wyborów, wszyscy powinni mieć równe prawa, możliwość realnego dostosowania się do zasad gry i przedstawienia swoich racji, popartych argumentami.

Wybory na każdym szczeblu w państwie powinny być zdrową rywalizacją, a nie podstępną walką polityczną i ”udawanką”, że wszystko jest w porządku.

Tym czasem, gdy powinniśmy zająć się wszyscy walką z ogłoszoną pandemią, jaka by ona nie była, to rządzący udają, że każdy może prowadzić kampanię prezydencką, na równych zasadach.

Patrząc obiektywnie, mniejsze obozy polityczne praktycznie są wyłączone z wyborów. Wprowadzone zakazy i nakazy: kwarantanny domowej, utrzymywania odległości pomiędzy ludźmi, zakazy organizowania zgromadzeń, wyjść publicznych do lokali, uniemożliwiają spotkania i np. nawiązanie relacji bezpośrednich z potencjalnymi wyborcami. W/w ograniczenia swobód obywatelskich, utrudniają prowadzenie zbiórki podpisów w normalny sposób, a tym bardziej prowadzenie kampanii.

Za to obozy trzymające władzę nie muszą tak postępować. Im pasuje paraliż konkurentów przez tzw. „pandemię”. Wystarczy, że sami w mediach publicznych i głównego nurtu, będą przedstawiać swoich kandydatów, swoje zamówione sondaże itp. Wystarczy, że tylko będą o nich mówić, bez większej reklamy, a to wbija ludziom informację do głowy, między kim, a kim mają wybierać. Tak ukierunkowane przekazy medialne spowodują, że społeczeństwo nawet nie dowie się zbytnio o konkurentach władzy, którzy zostaną wymazani z życia mediów.

Obecny obóz rządzący podobnie zachował się w czasie wyborów parlamentarnych w 2019 roku, kiedy to wykorzystał swoją pozycję władzy wykonawczej skracając maksymalnie kalendarz wyborczy.

Oczywiście było to zgodne z prawem, jednak w tym wszystkim jest pewne „ale”, świadczące o mniej lub bardziej świadomym nadużyciu władzy, na swoją korzyść. Nic nie wskazywało na to, że czas wyborczy musiał być tak skrócony.

Ustalenie minimalnego czasu na prowadzenie kampanii wyborczej znacznie zmniejszyło szanse na sprostanie wszystkim wymogom wyborczym, głównie przez mniejsze organizacje.

Według ustawionego prawa na podstawie Art. 98. Konstytucji Rzeczpospolitej i Art. 194. § 1. Kodeksu Wyborczego:

Wybory do Sejmu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej w drodze postanowienia, nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy, przypadający w ciągu 30 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu. Postanowienie Prezydenta Rzeczypospolitej podaje się do publicznej wiadomości w Biuletynie Informacji Publicznej i ogłasza w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej najpóźniej w 5 dniu od dnia zarządzenia wyborów.

Na uwagę zasługuje fakt, że nie jest określone, ile wcześniej może prezydent ogłosić wybory niż owe 90 dni, jako najpóźniejszy termin ogłoszenia wyborów. Wobec powyższego mówiąc poprawnie politycznie, prezydent nie musi czekać do ostatecznego terminu ogłoszenia wyborów chyba, że jest to gra wojny informacyjnej i celowego oddziaływania na organizację kampanii, aby cały obieg informacji i czynności kampanijnych spiętrzył się do granic możliwości organizacyjnych ugrupowań, chcących wziąć udział w wyborach.

Dobrym przykładem nie ograniczania możliwości kampanijnych chcącym wziąć udział w wyborach, był rok wyborczy 2005. Wówczas wybory ogłoszone zostały 23 maja, a odbyły się 25 września. Jest to dobry przykład, jak powinno stosować się główne ramy do kalendarza wyborczego, dając w ten sposób równe szanse wszystkim pod względem czasowym.

Niestety rok wyborczy 2019 pod rządami obozu PiS pokazał całkowicie odwrotną tendencję do maksymalnego ograniczenia czasu na kampanię wyborczą. Kadencja sejmu upływała 12 listopada 2019, więc ostateczny termin ogłoszenia wyborów upływał na 11 sierpnia, natomiast prezydent ogłosił wybory 6 sierpnia informując słownie, że się odbędą 13 października, co jeszcze nie uprawniało do rozpoczęcia kampanii wyborczej.

Formalnie zgodnie z prawem można rozpocząć kampanię wyborczą po ukazaniu się postanowienia prezydenta w dzienniku ustaw.

Dz.U. Poz. 1506 został „teoretycznie” napisany 9 sierpnia w piątek /czyli zgodnie z prawem 3 dni od ogłoszenia przez prezydenta/, w którym zawarto postanowienie prezydenta o wyborach. Praktycznie dziennik ustaw ukazał się dopiero po weekendzie w poniedziałek 12 sierpnia, w godzinach popołudniowych. Od tego czasu można było oficjalnie zgodnie z prawem przystąpić do prowadzenia kampanii wyborczych.

Powyższy przykład świadczy o manipulacji informacją, a w zasadzie umieszczaniem jej w czasoprzestrzeni w taki sposób, aby narzucone ramy czasowe ustanowione prawem dokonały reszty, czyli w tym przypadku ograniczyły maksymalnie możliwości konkurentów obozu trzymającego władzę.

W 2011 roku było podobnie, ponieważ wybory parlamentarne ogłoszono 4 sierpnia, a przeprowadzono 9 października /Czyli najpóźniej nastąpiło ogłoszenie wyborów i najwcześniejsze ich przeprowadzenie. Biorąc pod uwagę fakt kończenia się kadencji sejmu po 4 lach – 5 listopada, w ten sposób skrócono okres kampanii maksymalnie. Było to za czasów rządzącego obozu politycznego – PO/.

Natomiast w 2007 roku było najgorzej, ponieważ wybory parlamentarne zostały ogłoszone 7 września, a odbyły się 21 października.
W tym przypadku zadziałały dodatkowo decyzje o wcześniejszym rozwiązaniu sejmu, gdzie terminy mogą być jeszcze krótsze. Zajścia tego typu, powinny być tylko w wyjątkowych stanach Niestety tak nie było, ponieważ partia rządząca w koalicji /PiS/ chciała rządzić sama. W ten sposób rozwiązując sejm kosztem utraty poparcia pozbyto się wpływów dwóch organizacji: LPR i Samoobrony.

W przypadku skrócenia kadencyjności sejmu ustanowione prawo w Art. 98. Konstytucji Rzeczpospolitej pkt. 5, reguluje postępowanie w następujący sposób:

Prezydent Rzeczypospolitej, zarządzając skrócenie kadencji Sejmu, zarządza jednocześnie wybory do Sejmu i Senatu i wyznacza ich datę na dzień przypadający nie później niż w ciągu 45 dni od dnia zarządzenia skrócenia kadencji Sejmu.

Jak widać i w takim przypadku, jest tylko określony najpóźniejszy termin ogłoszenia wyborów parlamentarnych, co nie znaczy, że nie może być wcześniejsze ogłoszenie wyborów.

Analizując ostatnie kadencje sejmu widać, że sztuka manipulacji kalendarzem wyborczym została opanowana perfekcyjnie przez rządzące obozy polityczne z nastawieniem na maksymalne ograniczenia czasowe prowadzenia kampanii wyborczych.

Jeśli chodzi o wybory Prezydenta Rzeczpospolitej, terminy wyborów są bardziej znormalizowane, ale i bardziej rozciągnięte w czasie, co określają następujące akty prawne:

Art. 128. Konstytucji Rzeczpospolitej:

pkt. 1. Kadencja Prezydenta Rzeczypospolitej rozpoczyna się w dniu objęcia przez niego urzędu.

pkt. 2. Wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, a w razie opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej – nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów.

oraz Art. 127. Konstytucji Rzeczpospolitej:

pkt. 7. Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz warunki ważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej określa ustawa.

oraz Art. 289. Dz.U. 2020 poz 184 z dn. 5 lutego 2020 roku:

§ 1. Wybory zarządza Marszałek Sejmu nie wcześniej niż na 7 miesięcy i nie później niż na 6 miesięcy przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej i wyznacza ich datę na dzień wolny od pracy przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej.

Porównując rzeczywisty bieg wydarzeń do panującego prawa należy wyjść z terminu w jakim upływa kadencja prezydencka, a jest to 6 sierpnia 2020 roku. Wobec powyższego wybory muszą odbyć się pomiędzy 22 maja, a 27 kwietnia. Ogłoszono je na 10 maja, więc w samym środku terminu ustawowego. Akurat przy tych wyborach nie ma to większego wpływu.

Postanowienie o wyborach prezydenta zostało ogłoszone 5 lutego i podjęte tego samego dnia.

Porównując do ostatnich wyborów parlamentarnych, wtedy nie można było ogłosić od razu, a teraz tak, gdy nie ma tak odczuwalnych ograniczeń czasowych. Oczywiście tylko aroganccy przedstawiciele władzy powiedzą, że nie było manipulacji informacją w czasie, aby wywrzeć pewne presje w postaci braku czasu.

Analizując ustanowione prawo, najwcześniej można było ogłosić wybory na prezydenta 7 stycznia, a najpóźniej na 17 maja 2020 r.

Z powyższego wynika, że ogłoszono je praktycznie w ostatni dzień, możliwego terminu do ogłoszenia, ponieważ 7 lutego był ostatnim dniem.

Jak widać z przepisów i faktów, trzymając władzę można ją nieformalnie wykorzystywać w granicach prawa na korzyść innych.

W tym natłoku informacji w postaci aktów prawnych i faktów warto przypomnieć:

Art. 127. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej określa:

pkt. 1 Prezydent Rzeczypospolitej jest wybierany przez Naród w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym.

Art. 96. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej określa:

pkt. 2. Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.

Art. 97. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej określa:

pkt. 2. Wybory do Senatu są powszechne, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym. – /tylko tu zabrakło słowa równe, przyjmijmy to nie jako manipulację, ale małe zapomnienie, no chyba, że stopniowo, ktoś chce usunąć zapis o równości wyborów/

Analizując prawo ustanowione i jego stosowanie w rzeczywistości, można mieć wiele zastrzeżeń co do równości wyborów, nie wspominając już o zachowaniu się fair play”.

Obozom trzymającym władzę są na rękę postępowania, które ograniczają zdolność konkurentów. Wystarczy, że sami w mediach publicznych i głównego nurtu będą przedstawiać swoich kandydatów, swoje zamówione sondaże przemilczając jednocześnie te, które są sprzeczne z ich oczekiwaniami.

Niepełne kreowanie obrazu rzeczywistości, to specyficzny rodzaj propagandy i manipulacji, który przez fachowców traktowany jest, jako jedna z podstawowych metod prowadzenia wojny informacyjnej.

Rywalizacja w polityce powinna polegać na przedstawianiu argumentów w postaci faktów, w tym programów i wszelkich decyzji podejmowanych na podstawie rzetelnych badań, a nie jedynie – często jednostronnych – opinii tzw. autorytetów (zazwyczaj mianowanych wg klucza partyjnego lub przez zewnętrznego organizatora), których twierdzeń praktycznie nikt nie dowodzi.

O tym, że programy i decyzje powinny być nastawione dla dobra społeczno-gospodarczego Polski, nie wypada nawet pisać, ale trzeba, gdyż wychodzi, na to, że ci co powinni nas reprezentować (czyli obozy polityczne trzymające władzę) działają w większości przypadków dla dobra pewnych grup, bliżej nie identyfikując się z nimi na zewnątrz.

W czasie obecnych walk politycznych, już mało kto może pochwalić się podsumowaniem tego, co udało mu się zrobić dla dobra ojczyzny i narodu polskiego, a tym bardziej, co poświęcił w służbie dla Polski.

Stawiając pytanie: „co poświęcił polityk”, to już nieadekwatny zwrot w dzisiejszych czasach, bo przecież wszyscy politycy już tylko pracują, a pracuje się dla korzyści, czyli dla zaspokojenia potrzeb materialnych.

Jest to pewnego rodzaju wypaczenie, ponieważ politycy ubiegający się o różne stanowiska, często patrzą w pierwszej kolejności na korzyści finansowe i pozycję w społeczeństwie, tylko ilu z nich przyzna się do tego?

W zasadzie nie muszą przyznawać się, ponieważ dobry obserwator sam dostrzeże, jakie apanaże przyznaje sobie sama klasa polityczna, gdzie szczytem warcholstwa jest przyznawanie w różnych resortach nagród pieniężnych, gdy ludzie masowo bankrutują i tracą pracę z powodu przestojów związanych z ogłoszoną pandemią.

Realne osiągnięcia wypadałoby przedstawić i podać społeczeństwu pod ocenę, a tym bardziej, gdy głowa państwa ponownie ubiega się o stanowisko Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej.

Tymczasem wychodzi na to, że lepiej bezczynnie ukrywać się w cieniu pandemii. Złośliwi mówią, że ubiegający się o reelekcję miał dużo pracy, bo musiał wszystko podpisać i ponoć podpisał, a w międzyczasie musiał zajmować się innymi sprawami, jak obdarowywanie innych kosztem narodu polskiego – np. przez zbycie się części obszaru Polski.

W czasie wyborów społeczeństwo powinno mieć realny wybór, jakościowy, a nie ilościowy w dodatku ze wskazaniem na określone grupy dominujące.

Dziś wielkiego wyboru pod względem jakości nie widać na horyzoncie wyborów ogłoszonych na 10-go maja 2020 roku, ponieważ wszystkie mniejsze obozy zostały odcięte i sparaliżowane w działaniu, choć nie ma ogłoszonego stanu wyjątkowego.

Niestety dzisiejsza polityka nie charakteryzuje się serwowaniem pomysłów, które byłyby tworzone i wdrażane w życie dla korzyści Polski i polskiego społeczeństwa.

Dostrzec można jedynie pomysły w kreowaniu coraz to nowszych zakazów, nakazów i wprowadzaniu skomplikowanych procedur, aby przypadkiem nikt nie odebrał władzy tym, którzy ją trzymają.

Skierowany nakaz do Poczty Polskiej przez premiera, aby przygotowała się do wyborów korespondencyjnych, to nic innego, jak wykorzystanie instytucji państwa do rozgrywek politycznych, by utrzymać kontrolę nad najwyższą funkcją w państwie polskim.

Sytuacja w dobie pandemii paraliżuje wszystkich, ale rządzący mają czelność wykorzystać państwowe instytucje, na swoją korzyść, bo usilnie chcą tu i teraz przeprowadzić wybory, gdyż mają świadomość, że w dłuższej perspektywie najprawdopodobniej utracą poparcie, którym jeszcze dysponują.

Dlaczego obóz rządzący traci poparcie?

Ponieważ pogłębiający się kryzys ukazał faktyczny stan i zdolności polskiej gospodarki do zaspokajania potrzeb Polaków w podstawowe środki np. ochronne tj.: rękawiczki i maseczki. Ich deficyt jest obnażeniem słabości gospodarczej, gdyż nie są to skomplikowane artykuły w produkcji.

Niejasność procedur i obietnic – informacji komu i kiedy zostanie udzielone wsparcie – coraz bardziej rozdrażnia przedsiębiorców, ponieważ stoją na skraju bankructwa i nie wiedzą, jakie działania podejmować.

Powściągliwość rządzących (a raczej bezradność, bierność oraz działanie na niekorzyść tych, którzy w istotnym stopniu zasilają budżet państwa) dyskredytuje ich bezpowrotnie, gdyż nie będzie to krótki epizod w ich losach, jako pokrzywdzonych przedsiębiorców i pracowników, a raczej dramat ciągnący się przez dłuższy okres życia.

Gdzie w tym wszystkim jest demokracja? Gdzie nieskrępowane czynne prawo wyboru? Pytanie o bierne prawo wyboru jest zbyteczne, gdyż można powiedzieć, że funkcjonuje ono już tylko jako tzw. prawda formalna – na papierze – a ci, którzy jeszcze próbują z niego skorzystać, wykonują syzyfową pracę.

Jak w sposób uczciwy mniejsze organizacje mogą stanąć do rywalizacji z dużymi, które „jadą na dopalaczach”. Dopalaczami jest tu możliwość niemal nieskrępowanego sięgania po publiczne pieniądze, które zasilają ich konta -np. w postaci zwrotów kosztów za wybory, subwencji (w zależności od otrzymanego poparcia), jak i wsparcia na różnego rodzaju koła poselskie. O innych, nieformalnych zależnościach nie można mówić, gdy nie ma się dowodów (co nie jest równoznaczne z tym, że nie istnieją).

Rodzi się więc pytanie, jak początkująca organizacja miałaby stanąć uczciwie z uplasowanymi na swej pozycji rywalami? Czy w ogóle możemy mówić o równości sił? Raczej nie. Jednak przestrzegania zasad „fair play” powinniśmy się dopominać.

Czy dzisiejszy świat polityki potrafi jeszcze uczciwie dyskutować na argumenty, bez niedopowiedzeń, a tym bardziej bez tzw. „fejków”.

Jako organizacja Normalny Kraj uważamy, że nie, ponieważ Polacy nie posiadają odpowiedniej wiedzy na temat tego, co się dzieje w kraju, a przede wszystkim, dlaczego tak się dzieje.

Brak właściwie pełnionej misji mediów oraz zmiana stylu bycia i życia, zepchnęły najistotniejsze rzeczy tj.: naród, państwo, etykę, dobro, prawdę i piękno na dalsze pozycje. Głębsza analiza mająca na celu zrozumienie rzeczywistości traktowana jest po macoszemu, gdyż nie ma na to czasu. Chciwość wynikająca z chęci przeżycia coraz to większych ekscesów wytwarza swoistą gonitwę za nowymi formami hedonizmu, najczęściej za dekadencką oraz próżną rozrywką, nie niosącą ze sobą niczego wartościowego, jak i ambitnych wyzwań.

Aktualny brak prawdziwego wyboru pomiędzy kandydatami w różnych wyborach, ograniczania swobody w prowadzeniu kampanii, manipulacja informacjami i organizacją wyborów oraz nieprzedstawianie wszystkich faktów sprowadza się do tego, że wyborcy praktycznie idą tylko zatwierdzić to, co im zarekomendowano, urabiając ich uprzednio odpowiednią papką propagandową.

Od dekad jesteśmy uczestnikami wojny domowej w naszym kraju.

Dokładnie rzecz ujmując, w życiu politycznym i naszej świadomości prowadzona jest wojna informacyjna, gdzie faktami manipuluje się w taki sposób, aby zniewolić społeczeństwo. Definicja wojny informacyjnej trywialnie to ujmuje, że jest to rodzaj wojny, który sprowadza się do takiego otumanienia ludzi, żeby sami – z własnej woli – wpakowali karki w jarzmo z przekonaniem, że jest to w ich najlepszym interesie.

Jest to pewna forma niewolnictwa, w wyniku której powstają swego rodzaju „informacyjne kije” na społeczeństwo. Informowanie o karach grożących za nieoddanie kart do głosowania – to groźba, którą zmusza się współczesnych niewolników do urzeczywistnienia legalizacji władzy.

Skoro propaganda rządzących jest coraz mniej skuteczna w oddziaływaniu na liczną część społeczeństwa, która wybudza się z letargu, zmieniono metodę sterowania na presję strachu, która może przerodzić się w fizyczne działania.

Na koniec pozostaje zadać retoryczne pytanie: gdzie jest wolność informacyjna i fizyczna? Żeby być wolnym człowiekiem trzeba mieć jedną i drugą, bo jeśli nie, to jak w krótkiej historii, brak jednego, czy drugiego prowadzi do niewolnictwa:

Kali palnąć kogoś maczugą i zabrać jego krowy, doprowadzi do tego, że nie będziesz miał nic, czy nawet jak Kali przekonać kogoś, żeby sam mu przyprowadził swoje krowy, to też nie będziesz mieć nic, a gdy nie masz nic to umierasz lub godzisz się na wszystko, co Kali Ci zaoferuje za niewolniczą pracę, np. miskę ryżu.