jam-4521023_1280

Nowe nie musi być lepsze!

Co się dzieje z żywnością zanim trafi na nasz stół?

Podstawowe produkty żywnościowe, aby można je było skonsumować po ich pozyskaniu muszą zostać zabezpieczone, przetransportowane, wydzielone, zapakowane, przechowane, zabezpieczone, poddane obróbce na półprodukty lub produkt końcowy. Im dłuższa droga przetwarzania, tym prawdopodobnie większa będzie zmiana w składzie produktów podstawowych pozyskanych z przyrody do spożycia.

W kwestii zdrowego żywienia nie tylko ważna jest sama żywność. Mało kiedy przeciętny konsument zwraca uwagę na rodzaj materiałów, z jakimi ma ona styczność oraz procesy technologiczne jakim jest poddawana, zanim trafi na nasz stół. Tym bardziej na tak krótkim odcinku pomiędzy stołem, a naszym żołądkiem.

Jako społeczeństwo wybieramy różne nowe rozwiązania związane z przetwarzaniem i przechowywaniem żywności, co często wynika z tego, że nie mamy wiedzy, dzięki której byśmy mogli zweryfikować nasze wybory, a tym bardziej narzędzi do przebadania żywności. Nie musi to nas napawać pesymizmem. Wystarczy przeanalizować czym kierujemy się, że wybieramy nowe rozwiązania i zacząć być krytycznym, by nie popełniać złych wyborów. Pierwszym utartym stereotypem, jest to, że nowe powinno być lepsze. Tak powinno być, gdyż dawniej ulepszano rzeczy, by faktycznie były lepsze, ale w dzisiejszych czasach nie zawsze już tak jest. Po prostu ze strony producentów, przetwórców, handlowców itp. zabrakło moralności, a nie świadomości, zaś po stronie konsumentów, przede wszystkim świadomości.

Pozostaje postawić pytanie, dlaczego ten stereotyp wprowadza nas w błąd. Co nami kieruje? Pogoń za modą i pewną estetyką, wygoda i funkcjonalność na korzyść naszego lenistwa, a na koniec najważniejsze: zysk – oto kryteria nad którymi przeciętny konsument nie zastanawia się. To one powodują, że podejmujemy złe wybory podczas zakupów produktów podstawowych oraz przetworzonych przez producentów i nas samych.

 

Coraz dłuższa droga produktu żywnościowego z pola do naszego żołądka:

Żywność

Źródło: Normalny Kraj

 

Zbiór podstawowych produktów żywnościowych.

Procesy technologiczne pozyskiwania podstawowych produktów uległy pewnej modyfikacji. Z ręcznych przez mechaniczne do kompleksowych rozwiązań np. mechanicznych z pewnymi ulepszeniami chemicznymi.

Ręczne pozyskanie podstawowych produktów było przede wszystkim mało wydajne, więc dzięki rozwojowi mechaniki, najpierw wykorzystywano siłę zwierząt do napędu różnych urządzeń, które zastąpiono następnie maszynami. Sam rozwój mechaniki nie był zły, wzrosła wydajność, możliwość uchronienia się przed stratami ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Choć często maszyny same mogły powodować straty w zbiorach przez uszkodzenia mechaniczne, nie miało to większego znaczenia na nasze zdrowie. Dziś jest inaczej. Chęć zwiększania zysku i zmniejszania strat podczas zbiorów powoduje, że wielu rolników stosuje różne środki chemiczne np. przed koszeniem zbóż czy rzepaku. Wymienione rośliny nie schną w całości w jednym czasie. Zwróć uwagę czytelniku, jak dojrzewają ich łodygi, strąki, czy liście. W celu minimalizowania strat rolnicy stosują opryski przed zbiorami, które dosuszają w całości rośliny jak i całe połacie pól w jednym czasie.

Proces, a raczej chytry i niemądry zabieg nazywa się w rolnictwie desykacją.[1] Ładna naukowa nazwa brzmi tajemniczo i rodzi pewne wyobrażenia bez podejrzeń, że coś może być niebezpieczne. Nowe metody kompleksowego zastosowania technologii przygotowujących do zbioru podstawowych produktów minimalizują straty rolników. My zaoszczędzamy przy ich zakupie. Ale czy na pewno w dłuższej perspektywie czasowej jest to dla nas korzystne? Należy postawić sobie pytanie, jakie to środki stosują rolnicy i jaki ma to dalszy wpływ na żywność wytworzoną z tych produktów i na nasze zdrowie.

Powszechnie stosowanym środkiem jest Roundup. Czy jest on do tego przeznaczony? Otóż nie. Roundup to sztandarowy produkt Monsanto służący do niszczenia chwastów. Ze względu na wysoką skuteczność jest bardzo popularny, ale budzi również kontrowersje. Przykładowo jeszcze kilka lat temu na jego etykiecie można było znaleźć informację, że środek ulega biodegradacji. Jednak firma Monsanto przegrała w tej sprawie procesy we Francji i USA, więc musiała usunąć z opakowań nieprawdziwą informację. Produkt stosowany jest nie tylko do zabijania chwastów. Rolnicy wykorzystują go do tzw. desykacji, czyli wysuszania plonów. Na przykład na stronie www.nto.pl można przeczytać, że: „Na Opolszczyźnie rolnicy szczególnie często pryskają nim rzepak przed samym zbiorem, by zabić i osuszyć rośliny. Po kilku dniach gospodarze wracają na pole, koszą suchą masę i pozyskują nasiona, z których później wytwarzany jest olej rzepakowy, margaryna lub biopaliwo.” [2]

Jeśli jest to biopaliwo, to mniejsze zło – tak mówi wielu ludzi, ale nie do końca, ponieważ trzeba by tu zrobić cały wywód naukowy, co dzieje się ze środowiskiem naturalnym i jak długo po zastosowaniu takich środków oddziaływają one na środowisko.

Na innym portalu www.finanse.wp.pl można przeczytać, że: „Pod Kluczborkiem, ale także w innych częściach regionu to powszechna praktyka – alarmuje Adam Ulbrych, przewodniczący partii „Zielonych” na Opolszczyźnie. Nasiona rzepaku, z którego produkowana jest żywność, zostają w ten sposób zanieczyszczone szkodliwym dla ludzi glifosatem. Rolnicy trują więc nie tylko rośliny, ale też siebie i innych, na których stoły trafia żywność skażona tą substancją.” [3]

O tym, że skażenie żywności Roundupem może być powszechnym problemem, świadczą wyniki niemieckich badań. Według nich u 7 na 10 przebadanych Niemców, Polaków i Brytyjczyków stwierdzono obecność glifosatu w moczu, choć w ogóle nie powinno go tam być. W przypadku Holendrów i Czechów odsetek ten wynosił 60 proc., a w przypadku Hiszpanów i Chorwatów 30 proc.

Nie ma się co dziwić, jak do obrotu w Polsce dopuszcza się około kilkadziesiąt środków zawierających glifosat, a w połączeniu z innymi środkami/preparatami ocenia się, że jest to około 100 kombinacji dopuszczonych do zastosowania w/w środka.[4]

Nieco innego zdania jest Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa w Opolu, która bada czystość upraw opolskich rolników. Co prawda zdarzały się próbki, w których odkryliśmy pozostałości po środkach ochrony roślin, ale nigdy nie były to stężenia zagrażające ludziom – mówi Monika Krawczyk, kierownik działu ochrony roślin. W Nowej Trybunie Opolskiej można przeczytać, że: „Roundup zaburza przebieg ciąży i powoduje poronienia. Środek jest oficjalnie sklasyfikowany w Unii Europejskiej, jako drażniący i niebezpieczny dla środowiska. Sam producent zapewnia natomiast na etykiecie, że rzepak spryskany tym środkiem można zbierać po upływie zaledwie 14 dni.”[5] Podobnie rzecz ma się z innymi roślinami.

Przedstawiony materiał ma tylko dać argumenty, pobudzić do myślenia i tu kierujemy pytanie do piwoszy: „Czy już wiecie dlaczego piwo nie smakuje, jak dawniej i dlaczego boli Was głowa, jak po kacu, choć nie upiliście się? Przecież kiedyś tak nie było?” Odp. Ponieważ identycznie przebiega proces żniw jęczmienia na słód do produkcji piwa. Chciałoby się powiedzieć na zdrowie.

Na potwierdzenie prowadzenia oprysków na polach uprawnych, najlepiej przedstawić dowód, a jest nim poniższy obraz. Choć pola są przeróżnych kształtów, to proste ślady wyjeżdżonych linii świadczą o tym, że nie są to drogi rozgraniczające własność, czyli nie jest to tzw. miedza. To właśnie pozostałość po tzw. zabiegach chemicznych poprawiających produkcję zbóż, a nawet może być to i w końcowej fazie wegetacji, przed ich zbiór, czyli tzw. desykację. Szkoda, że nie możemy zrobić badań czym są prowadzone opryski chemiczne, ulepszające techniki i technologię zbioru produktów podstawowych, ale dzięki publikowanym instrukcjom na podanych stronach, wynikach badań i oświadczeniach osób wiemy, z czym mamy do czynienia.

W tym miejscu można tylko podziękować wszystkim tym, którzy informują społeczeństwo o zagrożeniach i walczą o ich zdrowie.

 

Rzepak

Źródło: https://www.pexels.com/pl-pl/

 

Wydzielenie i przechowywanie produktów żywnościowych.

Większość konsumentów dowiadując się, że żywność jest pakowana w atmosferze ochronnej wpada nawet w pewien zachwyt i nie zdaje sobie sprawy, a co najgorsze nie ma możliwości sprawdzić jakości pakowania i przechowywania, jak i wiele instytucji, a tym bardziej szybko zareagować na wprowadzone produkty do obrotu. Przeciętnej kucharce pozostaje jedyne narzędzie, jakim jest jej własny wrażliwy nos. I znów konsumenci są pozostawieni sami sobie i muszą dać wiarę zapewnieniom producentów, ponieważ kontroli obiektywnych organów i jasnych przepisów na ten temat nie ma.

W Polsce masowo pakuje się żywność wykorzystując w tym procesie mieszaninę gazów. Mają one sprawić, by produkt zachowywał dłużej świeżość. Założenie jest słuszne, praktyczne, skoro jest stosowane. Powyższa technologia nazywana jest w skrócie MAP (od ang. modified atmosphere packaging), co oznacza zastąpienie powietrza w opakowaniu przez różne mieszaniny gazów, w których proporcja poszczególnych składników jest stała w momencie ich wprowadzenia. Wskutek rozpuszczenia i przenikania przez ścianki oraz zamknięcie, skład mieszaniny może się powoli zmieniać w czasie przechowywania produktu w opakowaniu. [6],[7] Pomimo tak zaawansowanej technologi do zabezpieczania żywności istnieją jednak pewne zagrożenia o czym można przeczytać na portalu www.zywnosc.com.pl. Namnażanie pewnych bakterii może wystąpić w przypadku niezachowania właściwych warunków temperaturowych w czasie całej dystrybucji i sprzedaży detalicznej oraz przez konsumentów. Im ten proces do konsumpcji będzie dłuższy tym więcej może powstać błędów i zaniedbań. Są też inne czynniki oprócz niewłaściwej temperatury, które mogą zadziałać niekorzystnie na przechowanie żywności, na co zwraca portal uwagę, a mianowicie spadek zawartości gazów ochronnych i kiedy może on wystąpić. Jak się dowiadujemy sama temperatura może być jednym niekorzystnym czynnikiem, a kolejnym spadek gazów ochronnych np. przez absorpcję ich przez produkt, co może spowodować namnażanie się drobnoustrojów chorobotwórczych.[8]

To jakie procesy od strony naukowej zachodzą, to najmniej powinno interesować przeciętnego konsumenta, ale prawo o którym się tak dużo mówi w Polsce powinno uwzględniać pewne zasady i narzucać rygory nawet nowym procesom technologicznym, aby konsument nie tylko czuł się bezpieczny, ale i faktycznie był chroniony. Tym czasem z portalu www.zywnosc.com.pl możemy się dowiedzieć, że przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, istniała polska norma na drobnoustroje, które mogą się mnożyć w przechowywanej żywności. Polska norma była restrykcyjna, a w ramach procesu harmonizacji naszego prawa z unijnym, została ona zlikwidowana. Nie zastąpiono wcześniejszych unormowań innymi aktami normatywnymi, w celu określenia dopuszczalnych ilości drobnoustrojów w opakowaniu. Obecne akty prawne odnoszące się w/w kwestii nie przewidują niczego poza informacją, że produkt zapakowany jest w atmosferze ochronnej. Jak widać, nowe nie musi być lepsze od starego, a stosowane nieprzemyślane rozwiązania na wzór unijny, przekreślają dorobek naszego kraju, który chronił konsumentów. Brak ścisłych norm, które określałaby maksymalną ilość bakterii w określonym czasie oraz składu i ilości atmosfery modyfikowanej w opakowaniu pozostawiają znacząca dowolność producentom. A może to kolejne zaniedbania naszych resortów, ministerstwa rolnictwa lub zdrowia, bo któż by śmiał powiedzieć, że to wpływ lobby producentów na prawo, które pozornie chroni konsumentów, a daje jedynie większe możliwości elastycznego zachowania się producentom żywności na rynku?[9]

 

Konkretny przykład: plastikowe opakowania

Kiedyś jeszcze za tzw. PRL-u nie było innych opakowań na napoje czy mleko niż butelki szklane. Nie było to spowodowane ideologią ekologiczności, ale takie były dostępne technologie. Szkło ma jedną istotną dla produktów spożywczych właściwość: nie reaguje z nimi niezależnie od tego czy są kwaśne, czy słodkie, niezależnie od ich temperatury. Obecnie powszechnie jako opakowania produktów żywnościowych stosowane są plastiki.

 

Stara sprawdzona metoda wydzielania i przechowywania produktu w szklanej butelce.

Szklana butelka

Źródło: https://www.pexels.com/pl-pl/

 

Czy w tym przypadku nowe oznacza lepsze? Problemem w plastikach jest to, że do ich produkcji stosowane są substancje mające właściwości pobudzające układ hormonalny. Są to kenoestrogeny, występują między innymi w plastikach i paragonach fiskalnych. W toku ich produkcji dla ich utwardzania dodawane są Bisfenol A i Bisfenol B (BPA) do ich zmiękczania dodawane są ftalany. Pobudzają one receptory estrogenowe. Powoduje to efekt biologiczny porównywalny do stałego podawania niewielkich ilości estrogenów.

Właściwie nie sposób uniknąć opakowań plastikowych – używanych powszechnie i wszędzie. Rynek opakowań zdominowany jest przez plastiki – występujące zarówno jako butelki do napojów, poprzez opakowania foliowe wszelkich produktów, po warstwy nakładane na puszki konserw od wewnątrz.

 

Wygodne, lekkie opakowanie i co dalej?

Butelka - plastik

Źródło: https://www.pexels.com/pl-pl/

 

Paragony z kas fiskalnych są również nasycone kenoestrogenami (papier do drukarek termicznych). Część dobrych sklepów powraca do dawniejszej praktyki pakowania produktów: choćby wędlin czy serów w papier.

Jak działają ksenoestrogeny?
Ksenoestrogeny zakłócają pracę układu endokrynnego zaburzając naturalną równowagę hormonalną. Organizm ma dużo większe problemy z ich usuwaniem, niż pozbywaniem się nadmiaru endogennie wyprodukowanego przez układ hormonalny estrogenu. Dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet. Normalnie system hormonalny uwalnia hormony, które sygnalizują tkankom i organom „co mają robić”. W momencie kiedy substancje chemiczne naśladujące hormony dostaną się do organizmu blokują receptory hormonów na poziomie komórkowym, przez co te ostatnie nie są zdolne do wykonywania swoich funkcji. Ma to szczególne znaczenie dla narządów i układów wrażliwych jak: gruczoły piersiowe, narządy układu rozrodczego, gruczoły piersiowe, system immunologiczny, system nerwowy oraz dla płodu i dzieci na każdym etapie rozwoju[10].

A co na to nauka?
Plastiki a wraz z nimi ksenoestrogeny towarzyszą nam od życia płodowego i niemowlęctwa – poprzez stosowanie plastikowych butelek ze smoczkiem, gryzaków, zabawek. Istotnym źródłem ekspozycji niemowląt na BPA jest mleko w proszku, które często przechowywane jest w puszkach powlekanych od wewnątrz powłoką ochronną zawierającą w swoim składzie BPA. Jak wiadomo w pierwszych miesiącach życia wiele niemowląt dokarmianych jest sztucznie. W populacji kobiet narażonych na szkodliwe oddziaływanie BPA, obserwuje się: rozwój cukrzycy, występowanie otyłości, zespołu metabolicznego, nowotworów jajnika i macicy, przedwczesne dojrzewanie, zespół policystycznych jajników, zaburzenia w rozwoju narządów rodnych i płodności, trudności z zajściem oraz utrzymaniem ciąży. Badania wśród mężczyzn pracujących w warunkach szczególnego narażenia na BPA, potwierdzają wpływ tego związku na jakość nasienia oraz wpływ na popęd płciowy i jakość życia seksualnego. Do najpoważniejszych skutków zdrowotnych związanych z długotrwałym narażeniem na BPA jest rak prostaty[11].

Regulacje prawne są niewystarczające.
Z powodu potencjalnie dużej szkodliwości BPA dla organizmu człowieka w ostatnich latach wprowadzono szereg ograniczeń dotyczących stosowania tego związku.

Od 2015 roku EFSA rekomenduje się poziom TDI (całkowitej dziennej ekspozycji) – (4 μg/kg mc./dzień)[12]. W roku 2018 zgodnie z rozporządzeniem Komisji UE w sprawie stosowania bisfenolu A w lakierach i powłokach przeznaczonych do kontaktu z żywnością został obniżony limit migracji specyficznej BPA z obowiązującego wcześniej poziomu 0,6 mg/kg do 0,05 mg/kg[13]. Obecnie prowadzone są prace nad ponownym określeniem bezpiecznych limitów ekspozycji na ksenoestrogeny.

Warto wspomnieć, że wszyscy odeszli od szkła. W Niemczech do tej pory znaczna część napojów jest butelkowana w szkle – tak do sprzedaży detalicznej jak i dla pracowników w firmach.

Podsumowując nowe nie musi być lepsze, więc warto świadomie wybierać opakowania i częściej sięgać po napoje w butelkach szklanych.

 

Przetwarzanie produktów na posiłek i ich konsumpcja.

Na tym jednakże jeszcze nie kończymy naszego opracowania. Zadowoleni, że nawet wtedy, kiedy wybraliśmy to, co najlepsze na rynku dla naszego organizmu, często nie jesteśmy świadomi, jak bardzo możemy pogorszyć stan jakości zakupionych produktów, z których będziemy przygotowywać końcowy posiłek w kuchni, a nawet tylko już konsumując przy stole.

 

Wyszukany produkt, na wymarzoną potrawę, a cicha pułapka,
która może pogorszyć jej jakość zdrowotną może czyhać w naszej kuchni.

Warzywo na patelni

Źródło: https://www.pexels.com/pl-pl/

 

Zwracając uwagę na tym etapie, większość mówi o tym, że trzeba zwracać uwagę, co dodajemy do posiłku, jak komponujemy poszczególne składniki. Otóż, całe zagrożenie jest gdzie indziej. Należy przede wszystkim zwrócić uwagę w czym przyrządzamy oraz na czym podajemy posiłek i czym konsumujemy. W ostatnich dwóch dekadach praktycznie odeszło się od styczności stosowanego powszechnie w produkcji garnków i naczyń aluminium z pożywieniem. Dzięki licznym badaniom o szkodliwości aluminium na nasz organizm powstał szereg dokumentów, które określają graniczne limity przenikania aluminium do żywności. Kolejne dokumenty korygują górne granice zawartości aluminium, podnosząc coraz normy, co jest korzystniejsze dla nas, czyli konsumentów. Szkoda, że jeszcze nie do końca zostało to unormowane, a wiele projektów aktów prawnych zaostrzających normy wykorzystywania aluminium we wszelkich nowych przedmiotach do przechowywania i przetwarzania żywności zostało wstrzymanych. Należy postawić sobie tylko pytanie: dlaczego tak jest? Może osoby zajmujące się powyższą tematyką mają wielki problem z wyważeniem odpowiednio argumentów za i przeciw oraz wyznaczeniem granic, by nie skrzywdzić konsumentów, ale i producentów wykorzystujących aluminium do produkcji nowych przedmiotów, które będą miały kontakt z żywnością? A może po prostu lobby wykorzystujące aluminium ma wielki wpływ na powstawanie pewnych aktów prawnych? Wielu konsumentów cieszy się, że pewne rzeczy zostały już usankcjonowane i dzięki temu jesteśmy mniej narażeni na kontakt z toksycznym aluminium. Praktycznie wycofano większość aluminiowych naczyń, w których żywność bezpośrednio stykała się i była obrabiana.

Jeden z dokumentów normujących przenikanie pewnych ilości metali do żywności, a w tym aluminium jest: Rezolucja Rady Europy CM/Res (2013)9.[14]

Przeciętny konsument już się ucieszy, że jest bezpieczny, ale czy na pewno? Otóż wszelkie tego typu akty muszą określić pewne warunki. Np. że przedmiot X w przedziale temperaturowym od T1 do T2, przez pewien czas t, przy oddziaływaniu pewnych substancji o określonych parametrach /np. kwasowości/, nie przyczyni się do większego wydzielenia metalu, jak określony w akcie. Dla przykładu limity migracji (SRL-specific release limit) aluminium do żywności określono na poziomie do 5mg/kg produktu żywnościowego.[15] Teraz należy sobie postawić pytanie, kto z nas konsumentów, czyta takowe akty, aby właściwie użytkować przedmioty, żeby się nie zatruć. A może te całe akty służą bardziej producentom, spełniającym odpowiednie normy? Ty użytkowniku teraz pilnuj się, abyś nie trzymał za długo przecieru, sosu, musu, czy innych rzeczy w takim naczyniu, bo np. za dużo wydzieli się aluminium do twojego posiłku lub innych szkodliwych substancji. Producent jest kryty, ponieważ on spełnia pewne warunki, a ty konsumencie, jak ich nie znasz, to twój problem. A tak nawiasem mówiąc, nie sposób jest przewidzieć i przebadać wszystkie pomysły naszych polskich wspaniałych kucharek i kucharzy. Może w przyszłości, żeby nowe było lepsze od starego, należałoby wyeliminować całkowicie szkodliwe substancje?

Wydawałoby się, że to już koniec ery wykorzystania aluminium. Jednak producenci wykorzystujący aluminium do produkcji opakowań i naczyń, które będą służyć do przechowywania i obrabiania żywności, zapowiadają dalsze prace nad nowymi materiałami-związkami aluminium, które nie będą ponoć nam szkodzić. Czy garnki aluminiowe i naczynia są groźne dla zdrowia, warto zapoznać się z różnymi materiałami, a już na pewno, co mają do powiedzenia toksykolodzy na w/w kwestii np. na portalu: www.abczdrowie.pl. My wiemy, że tak.[16] Długoletnia walka o prawdę o wykorzystaniu aluminium na bazie rzetelnych badań, dzięki etycznym naukowcom, powstrzymała przynajmniej częściowo dalsze nieszczęścia ludzkie w wyniku zatrucia aluminium.

Gdy coś znika, a jest zapotrzebowanie na jego miejsce wchodzi następne, nowe. Ale czy lepsze? W związku z wyparciem aluminiowych lub zawierających aluminium naczyń , do przechowywania i obróbki żywności, na ich miejsce szeroko weszły nowe artykuły tego typu z tzw. stali nierdzewnej. Jest to pewnego rodzaju renesans w ostatnich dwudziestu, trzydziestu latach w zastosowaniu tzw. stali nierdzewnej w gastronomi. Do produkcji garnków najczęściej używa się dwóch gatunków stali – 304 i 316. Różnią się one przede wszystkim zawartością chromu oraz niklu. Stal nierdzewna 304 zawiera 18-20% chromu i 8-12% niklu, natomiast stal 316 zawiera 16-18% chromu i 10-14% niklu.[17] Stal nierdzewna, stosowana w garnkach, pojemnikach do przechowywania, a nawet naczyniach do podawania, jest w bezpośrednim i często długotrwałym kontakcie z żywnością podczas przechowywania oraz transportowania, gotowania i przetwarzania potraw. Naukowcy sprawdzili, czy i w jakiej ilości nikiel i chrom przedostają się ze stali do kwaśnych produktów żywnościowych. Na ten proces wpływa przede wszystkim czas i temperatura. Więcej na ten temat można dowiedzieć się na portalu: www.dermatopik.pl. My wyciągniemy jeden wniosek, że im nowsze i błyszczące garnki ze stali nierdzewnej tym bardziej szkodzą, ponieważ te starsze z utlenioną powierzchnią i niewypolerowaną na błysk, izolują częściowo stal nierdzewną od pożywienia, a tym samym ograniczają przedostanie się niklu do pożywienia. Swój wniosek wyciągamy na podstawie badań opisanych na portalu www.dermatopik.pl.

Dlaczego warto przyjrzeć się nowym przedmiotom używanym do kontaktu i obróbki żywności, które zawierają nikiel, a tak ładnie wyglądają? Już od jakiegoś czasu wiadomo, że nikiel jest potrzebny patogenom do rozwoju, a my dostarczając go do naszego organizmu, umożliwiamy im go.[18] Stwarzanie wszelkich warunków dla patogenów by mogły rozwijać się w naszym organizmie jest niewskazane, gdyż obciąża to nasz układ odpornościowy. Warto sobie postawić pytanie, czy w ogóle nikiel jest potrzebny nam do egzystencji? Otóż nie. Jego śladowe ilości dostarczane z pożywieniem są w normach tolerowanych przez nasze organizmy, a sztuczne tzw. nowe lepsze, ładniejsze produkty z jego zawartością, tylko nam szkodzą.

 

Stare sztućce, częściej kupowane dla wystroju, a niżeli dla użytkowania.
One nie zaszkodzą, a nowe? Dobrze trzeba się zastanowić nad ich wyborem.

Drewniane sztućce
Źródło: https://www.pexels.com/pl-pl/

Jak zwykle, musiało dokonać się ileś tragedii i nieszczęść ludzkich, by problem był dopiero zauważalny. Problemem niklu jest powstająca alergia, gdy dostaje się do naszego organizmu. Mocne reakcje alergiczne na jego obecność powodują, że jednak jest pewna rzesza ludzi, którzy poszukują naczyń, garnków, sztućców o nazwie „antyalergiczne” – są to właśnie produkty do kontaktu z żywnością ze stali nierdzewnej, które nie zawierają niklu.[19] Jednym z takich producentów jest znana polska firma Gerlach, która oferuje takowe produkty, warto zapoznać się czym one się różnią. Czy my możemy sami sprawdzić, czy tzw. stal nierdzewna reaguje z produktami żywnościowymi. Tak możemy, wystarczy włożyć zwykły nóż z takiej stali np. do majonezu, po pewnym czasie mamy plamy na nim. Co gorsze jeszcze, sztućce których używamy do konsumpcji posiłków reagują z naszą śliną. Dla niewierzących, prosimy zrobić pewien test. Czyste sztućce potrzymajcie w ustach, jeśli poczujecie jakiś smak to znaczy, że wasze receptory wyczuwają to, co się wydziela z nich. W dużej mierze może to być nikiel. Więcej przykładów w książce dr H. Clark.[20] Osobom bagatelizującym problem styczność organizmu z niklem, należy zaproponować zgłębienie tematu. Niekiedy do wywołania reakcji alergicznej wystarczy sam kontakt organizmu z biżuterią ze stali nierdzewnej z zawartością niklu, a my używamy sztućców, które raz po raz oblizujemy w czasie posiłku, delektując się nim. Jak widać nawet na końcowym etapie przygotowania posiłku i jego konsumpcji, jako konsumenci jesteśmy narażeni na wiele niebezpieczeństw. Ciesząc się niejednokrotnie, że nowe będzie lepsze, okazuje się, że tylko pozostał stereotyp w domysłach, że nowe jest lepsze od starego.

Po głębszym zastanowieniu, wychodzi na to, że i prawo do końca nas nie chroni, a nauka i etyczni naukowcy nie nadążają za pomysłami producentów i testowaniem wszystkiego, co jest wprowadzane na rynek, jako nowe z pozoru lepsze od starego.

 

Stare często jest lepsze!

Dbając o nasze zdrowie powinniśmy szukać lepszych produktów żywnościowych dla naszego organizmu. Przede wszystkim podstawowych produktów żywnościowych -uprawianych w jak najbardziej naturalny sposób, mniej przetworzonych, przechowywanych w bardziej naturalnych warunkach, z mniejszą ilością dodatków w czasie ich pozyskiwania, przechowywania i transportowania, a następnie sprzedaży oraz w naszych kuchniach. Dodatków chemicznych, których nasz organizm wcale nie potrzebuje. Musimy przy tym pamiętać, że żywność naturalna charakteryzuje się tym, że w naturalnym środowisku ulega procesowi psucia (naturalny rozkład). Dobra żywność to taka, której okres przydatności jest krótki. Wynika, to z tego, że każdy owoc, warzywo, zioła, ziarna zbóż, mięso i mleko uzyskuje się w sposób naturalny od organizmu żywego, który występuje w przyrodzie. Jeżeli chcemy w sposób naturalny przedłużyć przydatność do spożycia produktów roślinnych (jak warzywa i owoce) musimy poddać je procesowi kiszenia lub suszenia w procesie naturalnym.

 


Przypisy:

[1] https://www.farmer.pl/produkcja-roslinna/zboza/glifosat-do-desykacji,51782.html

[2] https://nto.pl/opolscy-rolnicy-truja-chemikaliami-rzepak-nas-i-siebie/ar/4571109

[3] https://finanse.wp.pl/rolnicy-truja-chemikaliami-rzepak-6114193221019777a

[4] https://www.farmer.pl/produkcja-roslinna/zboza/glifosat-do-desykacji,51782.html

[5] https://finanse.wp.pl/rolnicy-truja-chemikaliami-rzepak-6114193221019777a

[6] B. CZERNIAWSKI, W. SARZYŃSKI, 1996: System pakowania produktów żywnościowych w atmosferze modyfikowanej (MAP). Opakowanie, 1996, nr 2, s. 17-20.

[7] http://pakowarki.pl/system-map-czyli-pakowanie-atmosferze-ochronnej/

[8] Kto chroni żywność pakowaną w atmosferze ochronnej?
https://www.zywnosc.com.pl/chroni-zywnosc-pakowana-atmosferze-ochronnej/

[9] Tamże.

[10] https://sekrety-zdrowia.org/ksenoestrogeny-czym-sa-jak-ich-unikac/

[11] Probl Hig Epidemiol 2016, 97(3): 213-21 Danuta Rogala 1/, Karolina Kulik-Kupka 2/, Anna Spychała 1/, Ewa Śnieżek 3/, Aneta Janicka 4/, Olena Moskalenko 5 – opracowanie wspólne.

[12] Scientific Opinion on the risks to public health related to the presence of bisphenol A (BPA) in foodstuffs: Executive summary. EFSA Panel on Food Contact Materials, Enzymes, Flavourings and Processing Aids, „EFSA Journal” 13(1), 2015, 3978.

[13] Rozporządzenie Komisji (UE) 2018/213 z dnia 12 lutego 2018 r. w sprawie stosowania bisfenolu A w lakierach i powłokach przeznaczonych do kontaktu z żywnością oraz zmieniające rozporządzenie (UE) Nr 10/2011 w odniesieniu do stosowania tej substancji w materiałach z tworzyw sztucznych przeznaczonych do kontaktu z żywnością.

[14] http://www.cobro.org.pl/images/__doc__/konferencje_i_seminaria/2017/Prezentacje/03-Seminarium_06.12.2017.pdf

[15] EDQM /European Directorate for the Quality of Medicines & HeathCare/, Metals and alloys used in food contact materials and articles, s. 27, 1st edition, 2013.

[16] https://portal.abczdrowie.pl/czy-garnki-alumioniowe-sa-grozne-dla-zdrowia

[17] https://www.dermatopik.pl/2019/01/alergia-na-nikiel-garnki-dieta/

[18] Dr H.R.Clark, Kuracja Życia metodą dr Clark, s. 123-125, Wrocław, 2006.

[19https://www.dermatopik.pl/2019/01/alergia-na-nikiel-garnki-dieta/

[20] Dr H.R.Clark, Kuracja Życia metodą dr Clark, s. 124, Wrocław, 2006.

Comments are closed.