5G_main

5G – o co w tym chodzi

5G

Od kilku lat pojawił się pęd do rozwoju coraz to nowszych technologii z zakresu łączności. Ma być szybciej i szybciej. Wszystko ma działać błyskawiczniej i wydajniej, a także ma być jak najprędzej wprowadzone w życie.

Pęd ku nowym technologiom wymaga jednak tego, aby się zatrzymać i postawić kilka pytań: w imię czego i jakim kosztem ta technologia ma tak szybko być wdrażana i czy będzie ona nam szkodzić czy służyć?

Mówiąc kolokwialnie w świecie nie ma nic za darmo, więc trzeba zadać sobie zasadnicze pytanie: jakie mogą być następstwa wprowadzania zmian i wdrożenia nowej technologii telekomunikacyjnej? – w tym przypadku mamy na myśli technologię 5G.

Niecierpliwość pobudzana chęcią zysku i posiadania, jest złą motywacją w działaniu i dawania przyzwolenia innym.

Rzesze mas mogą być nieświadome. Nie każdy musi znać się na skomplikowanych technologiach i procedurach ich wprowadzania oraz zależności pomiędzy zjawiskami z dziedziny fizyki, czy biologii.

Potencjalnych klientów nowych technologii można usprawiedliwić częściowo, ale reklamodawców nowych technologii i tych, którzy to akceptują tworząc prawo w tym kierunku, już nie. Przedstawianie tylko pozytywów jest pewnego rodzaju kłamstwem medialnym. Brak przedstawiania zagrożeń, negatywnych skutków, jest wysoce niemoralne i nieetyczne.

Dla specjalistów z dziedziny cybernetyki jest to rodzaj wojny informacyjnej, aby poprzez właściwe operowanie informacją, uzyskać odpowiedni zysk.

Niedopowiadanie pewnych kwestii i nieposzukiwanie innych możliwych rozwiązań, to bardzo nieuczciwe, a ludzie „władzy”, którzy dopuszczają takowe rozwiązania, nigdy nie powinni jej sprawować.

Wszystkie działania w kraju legalizuje potocznie mówiąc tzw. „władza”. W naszych rozważaniach nie jest ważne, na tym etapie które np. ministerstwo, czy jakaś izba parlamentarna ma większe kompetencje we wprowadzaniu zmian w/w temacie.

W poniższym artykule zwracamy uwagę na pewien proceder w ustalaniu prawa i wprowadzaniu go w życie. Co gorsze, takie postępowanie uległo pewnej standaryzacji. W tym przypadku mamy na myśli zmiany prawne dające możliwość szybszego wprowadzenia technologii 5G, od momentu stworzenia ustawy „Prawo ochrony środowiska” z 2001 roku, po Rozporządzenie Ministra Zdrowia „w sprawie dopuszczalnych poziomów pól elektromagnetycznych w środowisku” z grudnia 2019 roku.

Dwa przeciwne stanowiska (zauważamy jako organizacja Normalny Kraj).

Stroną przeciw wprowadzaniu nowej technologii (5G) jest:

KOALICJA POLSKA WOLNA OD 5G.

Grupa podmiotów podejmująca próbę podejścia naukowego do tego zagadnienia, starając się argumentować swoje przekonania dostępnymi dowodami.

Drugą stroną, która dąży do jak najszybszego wprowadzenia technologii 5G, jest tzw. „władza” i operatorzy sieci komórkowych. Kwestię czy są lobbyści oraz w jaki sposób oddziaływali i oddziałują na tzw. „władzę” (czy zgodnie z prawem, czy nie zostawmy wymiarowi sprawiedliwości).

My, jako organizacja Normalny Kraj zauważamy brak racjonalności działania, oczywiście po stronie tzw. „władzy”. Swoje stanowisko podpieramy pewną argumentacją oraz w dużej mierze zgadzamy się ze stanowiskiem KOALICJI POLSKA WOLNA OD 5G.

Technologia 5G jest nowym rozwiązaniem, które będzie wykorzystywać w inny sposób zakres fal elektromagnetycznych, a niżeli dotychczasowe technologie 2G, 3G, 4G. Zasadnicza różnica będzie polegać na wykorzystaniu nowych zakresów fal o dużo wyższych częstotliwościach oraz jednoczesnym wykorzystaniu kilku zakresów do przesyłu informacji w tym samym czasie.

Brak zastosowania przez tzw. „władzę” pewnych algorytmów, które powinny być stosowane przy wprowadzaniu uregulowań, jest niedopuszczalne. Niestety, wprowadzenie nowej technologi – 5G, ukazuje brak zachowania, jakiegokolwiek standardu postępowania, dla dobra obywateli.

Rys. 1. Ogólny algorytm postępowania przy wprowadzaniu nowych czynników do środowiska, które mogą wywoływać negatywne skutki.

Wynikiem zakończonych badań, każdego nowego rozwiązania powinny być przedstawione wnioski, jako korzyści i zagrożenia, które może ponieść społeczeństwo. Oczywiście korzyści i zagrożenia powinny zostać poddane konsultacjom społecznym, czy godzą się na zagrożenia kosztem pewnych korzyści. Krytykując w tym momencie środowiska tzw. „władzy”, należy im przypomnieć, że już w szkole podstawowej uczy się analizy na bazie bardzo prostych doświadczeń i przedstawiania wniosków. Niestety przedstawiciele władzy tytułują się różnymi stopniami naukowymi, ale postępują, jakby ich nigdy nie mieli. Posiadanie jakichkolwiek stopni naukowych do czegoś zobowiązuje, niestety „władza” o tym zapomniała.

Każde nowe rozwiązanie, które nie zostało gruntownie przebadane i sprawdzone pod względem bezpieczeństwa nie powinno zostać wdrażane. Takie mamy zdanie, jako organizacja Normalny Kraj.


Obecnie wiemy, że wykorzystywane obecnie zakresy fal elektromagnetycznych niosą ze sobą pewne zagrożenia w postaci:

1. bezpośredniego oddziaływania na organizm ludzki podczas eksponowania na działanie pola elektromagnetycznego,

2. pośredniego oddziaływania na skutek oddziaływania na organizm ludzki energii pól zgromadzonej w eksponowanych obiektach.

Ad. 1.

Ekspozycja ciała ludzkiego na pola elektromagnetyczne może negatywnie wpływać na zdrowie człowieka, a w szczególności przy pracach zawodowych dodatkowo obniżając zdolność do pracy.

Badania skutków zdrowotnych ekspozycji na pola o różnych częstotliwościach dotyczą m.in. długotrwałej ekspozycji zawodowej na pola o dużych natężeniach. Wiele reakcji organizmu ustaje po zakończeniu ekspozycji. Badania skutków zdrowotnych ekspozycji na pola o różnych częstotliwościach dotyczą różnych funkcji organizmu tj.:

  • warunków pobudzenia nerwów i mięśni prądami indukowanymi,

  • wywołania wrażeń słuchowych lub wzrokowych,

  • funkcjonowania układu sercowo-naczyniowego,

  • warunków wywołania lokalnego przegrzania tkanek wskutek absorpcji pola w organizmie lub przepływu prądów kontaktowych oraz jego skutków krótkoterminowych i odległych,

  • ryzyka zachorowania na choroby nowotworowe /białaczki, nowotwory mózgu i piersi/,

  • zaburzeń neurologicznych /choroby Parkinsona i Alzheimera, aktywności mózgu, procesów pamięciowych/,

  • podrażnień oczu i zmętnienia soczewek,

  • dolegliwości subiektywnych /zaburzenia snu, drażliwość nerwowa, osłabienie ogólne, bóle głowy, szybkie męczenie się, ospałość/,

  • zaburzeń hormonalnych,

  • zaburzeń płodności,

  • zaburzeń rozwoju potomstwa,

  • zmian skórnych,

  • nadwrażliwości na pola elektromagnetyczne.

Ad. 2.

Pośrednie oddziaływanie przejawia się głównie jako prądy kontaktowe przepływające przez ciało człowieka, który dotyka obiektu o różnym potencjale elektrycznym (jeśli ta różnica potencjału wynika z oddziaływania pola elektromagnetycznego). Zjawiska tego typu mają znaczenie dla częstotliwości mniejszych od 100 MHz.

Przy częstotliwościach mniejszych od 100 kHz mogą wywoływać stymulację tkanek elektrycznie pobudliwych (mięśni i nerwów) do odczucia bólu włącznie.

Wielkość i rozkład przestrzenny prądów kontaktowych zależy od częstotliwości pola elektromagnetycznego, wielkości obiektu, wymiarów człowieka i wielkości powierzchni jaką się stykają.

Prądy kontaktowe o odczuwalnych natężeniach mogą występować wówczas, gdy w obszarze silnego pola znajdują się obiekty o dużych rozmiarach (np. samochód ciężarowy, wysoki dźwig).

Jeśli człowiek znajdzie się bardzo blisko przewodzących obiektów, które są w silnym polu elektromagnetycznym, to mogą zajść również wyładowania iskrowe między nimi.

Pole elektromagnetyczne może stwarzać również zagrożenie dla ludzi na skutek oddziaływania na infrastrukturę techniczną, która nas otacza.

Odbiór energii pola elektromagnetycznego przez urządzenia techniczne może być przyczyną:

  • zakłóceń pracy automatycznych urządzeń sterujących i elektronicznej aparatury medycznej w tym elektrostymulatorów serca oraz innych elektronicznych implantów medycznych,

  • detonacji urządzeń elektrowybuchowych (detonatorów),

  • pożarów i eksplozji związanych z zapaleniem się materiałów łatwo palnych od iskier wywoływanych przez pola indukowane lub ładunki elektrostatyczne.


Polecamy również: “Szwajcaria może nie przyjąć 5G. Prof. Matyja: Tu wszystko zależy od obywateli. Rząd jest ostrożny”:

Źródło: Radio WNET / YouTube: https://youtu.be/wtNbIk5N-rQ [dostęp: 27.05.2020]

________________________

Wprowadzenie do użytku publicznego nowych zakresów fal elektromagnetycznych będzie obarczone potencjalnymi zagrożeniami dla zdrowia i życia człowieka oraz przyrody. Nie ulega wątpliwości, że nieprowadzenie rzetelnych badań w/w kwestii jest pewnego rodzaju brakiem racjonalnego działania.

Niepublikowanie zagrożeń oraz niepoddawanie ich pod konsultacje naukowe i społeczne jest ignorancją nauki oraz społeczeństwa. Uczestnicząc czynnie w życiu politycznym zauważamy, że kolejny raz głos społeczeństwa nie jest brany pod uwagę przez „władzę”.

W przypadku stwierdzenia zagrożeń dla życia i zdrowia, powinny zostać podjęte rozważania, czy jest konieczność wprowadzenia nowych rozwiązań /w tym przypadku technologi 5G/, bo może istnieją inne alternatywne. W przypadku braku rozwiązań alternatywnych, powinny zostać podjęte działania zapobiegające negatywnym skutkom lub takie, które maksymalnie obniżą ich możliwość zajścia w sytuacjach koniecznego użycia. Niestety nikt praktycznie nie podjął takowych prac, aby zaproponować nowe alternatywne rozwiązania, nieszkodzące lub szkodliwe w minimalnym stopniu dla człowieka i środowiska. Prawdopodobnie sprawy finansowe biorą górę i to w różnych aspektach oraz powiązaniach pomiędzy różnymi kręgami.

Pęd do jak najszybszego wprowadzania nowych zmian /czyli technologii 5G/, to tylko możliwość zaoferowania większej ilości usług, pozyskania większej ilości klientów. Wychodzi na to, że wszystko jest oparte o biznes, w którym patrzy się na koszty i zyski, reszta się nie liczy. Biznes liczy zyski, a odbiorcy zapłacą za koszty, bezpośrednie i te co będą wygenerowane później, jako negatywne skutki nieprzemyślanych działań.

Nad tym wszystkim powinna czuwać „władza”. Podejmować wyważone i racjonalne decyzje. Niestety takowych przy wprowadzaniu technologii 5G nie zauważamy. Wprowadzając Rozporządzenie Ministra Zdrowia w grudniu 2019 roku, podnosi się przez to dopuszczalną gęstość mocy pola elektromagnetycznego z 0,1w/m2 do 10w/m2 – to istny eksperyment na człowieku i żywych istotach w środowisku. Zwiększając dopuszczalną gęstość mocy pola elektromagnetycznego na 1m2 o 100x bez przeprowadzenia badań udowadniających brak szkodliwości, jest kompletną ignorancją wobec społeczeństwa.

W opracowaniach rządowych przedstawiane są same superlatywy i korzyści. Bez wnikliwej analizy tematu już widać, że jest zachowana pewna stronniczość, a inaczej mówiąc manipulacja informacją.

W opracowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji i Instytut Łączności oraz Collegium UJ „Przewodniku po 5G” w rozdziale „Czy Technologia 5G Została Przebadana Pod Kątem Wpływu Na Zdrowie Ludzi?” /dosłowny tytuł/ można przeczytać:

Technologia 5G, podobnie jak poprzednie generacje łączności komórkowej, wykorzystuje fale elektromagnetyczne. Ich wpływ na człowieka i otoczenie został gruntownie przebadany i jest cały czas monitorowany”.

Dalszy tekst przewodnika (w tym rozdziale):

Innowacyjność 5G polega przede wszystkim na wprowadzeniu nowego zarządzania siecią. Natomiast z punktu widzenia fizyki i biologii oddziaływanie na człowieka nie różni się od oddziaływania nań innych urządzeń wykorzystujących fale radiowe. Niektóre z nich – tak jak choćby telefony komórkowe – są z nami od przeszło dwudziestu lat, inne – jak radio – od wielu pokoleń. Do dziś żadne przekonujące i wiarygodne badania naukowe nie wykazały, że nam szkodzą”.

Propaganda z poprzedniego ustroju – taki styl narracji (jak widać) przedstawia ówczesna władza. Jest to praktycznie cały tekst odpowiadający na pytanie, a w zasadzie wymijająco przedstawiający ogólnikowe komunikaty w odniesieniu do tytułu rozdziału zapowiadającego te treści. Dalej nie można się dowiedzieć, jakie badania były przeprowadzane, kto i gdzie je robił oraz gdzie są zamieszczone wyniki. W dalszej treści informatora czytamy: „Do dziś żadne przekonujące i wiarygodne badania naukowe nie wykazały, że nam szkodzą” twierdzenie jest pewnego rodzaju manipulacją słowną w przekazie. Wiemy, że świat jest podzielony w zależności od powiązań i wpływów różnych kręgów, świadomości oraz posiadanej wiedzy.

W jednych sytuacjach ośrodki „władzy” dają wytyczne w zależności od zagrożeń i negatywnych skutków, a w innych przekonują, że wszystko jest bezpieczne. I tu poddajemy do przemyślenia pytanie, skąd mogą wynikać tak różne zdania w zależności od punktu wiedzenia? Badania mogą się różnić pod wpływem wielu czynników, metod badawczych itp., ale żeby stanowiska decydentów były aż tak skrajne, w zależności od innych (często bliżej nieokreślonych) celów, jest niedopuszczalne.

Skoro technologia 5G rzekomo nie niesie ze sobą zagrożeń, to powinno się to opublikować w jasny sposób, a jeśli jest inaczej, to również powinno być to jasno wyszczególnione w jaki sposób i jak to będzie monitorowane. Jak na razie, dzisiaj zagadnienie jest omijane, co źle świadczy o „władzy” i wszystkich tych, co formułują tego typu przekazy.

Nikt nie da gwarancji, że wprowadzane obecnie limity są w stu procentach bezpieczne. Nikt się pod taką treścią nie podpisze, ponieważ nie ma takowych badań, które dogłębnie, z różnych punktów widzenia, uwzględniałyby wszelkie zależności i wpływy.

Czy promieniowanie elektromagnetyczne jest szkodliwe, najlepiej jest wywnioskować na podstawie instrukcji użytkowania telefonów komórkowych. Producenci telefonów komórkowych asekurują się, dając pewne wytyczne odnośnie użytkowania ich aparatów telefonicznych. Warto zapoznać się z tymi informacjami. Obserwując jednak, jak ludzie użytkują telefony komórkowe, niestety można bez większej wnikliwości stwierdzić, że niestety, ale w większości przypadków nie przestrzegają zasad bezpieczeństwa ich użytkowania.

Kolejnym dowodem na to, że jest ryzyko zagrożenia, można stwierdzić nie będąc fachowcem od telefonii, stawiając pytanie: jak podchodzą do tego zagadnienia firmy ubezpieczeniowe. Firmy z tej branży nie ubezpieczą użytkowników, jeśli nie będą miały konkretnych, jasnych i jednoznacznych informacji. Wystarczy sprawdzić ile firm ubezpieczeniowych na świecie zaczęło się wycofywać z pewnych usług w ramach świadczenia odszkodowań w tym zakresie. Czyli jest bliżej nieokreślone zagrożenie. Jeśli zagrożenia nie ma lub jest mało prawdopodobne, to usługi są świadczone w danym zakresie, bo jest to opłacalne lub jeśli jest powszechne i statystycznie można przewidzieć, to reguluje się wielkością składek.

Kolejny dowód, że użytkowanie telefonii komórkowej niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa, można wywnioskować na podstawie różnych zakazów używania telefonów w określonych miejscach. Tymi miejscami najczęściej są: samoloty, stacje benzynowe, banki, rejony urządzeń zautomatyzowanych itp. Wnioskując dalej można postawić tezę, że jest jednak zagrożenie poprzez oddziaływanie fal elektromagnetycznych zakłóceniem pracy innych urządzeń. Wobec powyższego, można przypuszczać, że tak samo może zachować się organizm ludzki, który jest chodzącym zestawieniem różnych pasm fal elektromagnetycznych.

Nauki związane z zarządzaniem, kierowaniem, dowodzeniem, zawsze przy podejmowaniu decyzji określonego sposobu działania podają pewne standardy. Przedstawiane lub przyjęte warianty /sposoby działania, rozwiązania techniczne itp./ powinny w swoim opisie uwzględniać: wady i zalety, szanse i zagrożenia, plusy i minusy lub silne i słabe strony.

W zależności od poziomu działań oraz specyfiki mówiąc kolokwialnie, zawsze należy przedstawić to, co jest dobre i złe.

Jak widać po raz kolejny, rządzący naszym krajem są na bakier z nauką.

Dla nas, jako organizacji Normalny Kraj jest to niedopuszczalne, aby nie podchodzić w sposób naukowy do kierowania państwem.

Czy ustanawiający prawo zadbali o czyjeś interesy? Wychodzi na to, że tak, ponieważ w ustanowionym prawie możemy przeczytać w objaśnieniu do rozporządzenia:

Dopuszczalne poziomy podane w tabeli określono do oceny oddziaływania pól elektromagnetycznych emitowanych podczas użytkowania stałych sieci elektroenergetycznych i radiokomunikacyjnych. Wymagania te nie mają zastosowania do oceny pól elektromagnetycznych emitowanych przez elektryczne urządzenia przenośne i urządzenia użytkowane w mieszkaniach”.

Niestety, o interes korporacyjny zadbano. Natomiast wychodzi na to, że przeciętny obywatel (jako użytkownik czynny lub bierny) korzysta ze wszelkich urządzeń emitujących promieniowanie elektromagnetyczne na własną odpowiedzialność.

Na temat jak można zmniejszyć zagrożenie stwarzane przez przenośne urządzenia emitujące energię elektromagnetyczną, można by stworzyć cały szereg opracowań.
Na pewno wiele takowych rozwiązań będzie się wiązało z wprowadzeniem kolejnych technologii monitorujących, alarmujących i ograniczających automatycznie moce użytkowanych urządzeń. Szkoda, że nikt obecnie nie porusza tej kwestii w szerszej perspektywie. Być może jest to klucz do bezpieczeństwa ludzkości w zakresie posługiwania się urządzeniami emitującymi energię elektromagnetyczną.

Podsumowując na koniec, aby czytający nie uważali nas za skrajnych konserwatystów, którzy wstrzymaliby wprowadzanie rozwoju, oświadczamy, że:

jesteśmy za rozwojem naszego państwa w sposób racjonalny, oparty na dowodach i nauce – w taki sposób, aby nie wywoływać negatywnych skutków; a jeśli jest to niemożliwe, to tak, aby powstałe szkody w społeczeństwie i środowisku były ograniczone do racjonalnego minimum.

Zainteresowane osoby chcące zgłębić bardziej powyższą tematykę, nie tylko od strony politycznej, lecz również z perspektywy naukowej i wzbudzonych kontrowersji związanych z pochopnym wprowadzeniem technologii 5G, zachęcamy do odwiedzenia strony: KOALICJA POLSKA WOLNA OD 5G: http://stop5g.com.pl/

Polska wolna od 5G

Powyższy znak, którym posługuje się Koalicja Polska Wolna od 5G, uważamy obecnie za adekwatny z powodu braku właściwych uregulowań oraz norm uzasadnionych dowodami.

_____________________

LITERATURA:

1. https://businessinsider.com.pl/technologie/nowe-technologie/normy-promieniowania-elektromagnetycznego-w-polsce-wyzsze-100-razy/dd7v9xl
“Polska nawet 100 razy podnosi normy promieniowania elektromagnetycznego. Inaczej nie dałoby się zbudować sieci 5G.”, Business Insider Polska, PAP.

2. https://www.gov.pl/web/5g/przewodnik-po-5g
“Przewodnik po 5G”,
Ministerstwo Cyfryzacji i Instytut Łączności oraz Collegium UJ

3. http://nop.ciop.pl/m6-5/m6-5_4.htm
“Pola elektromagnetyczne”, dr inż. Krzysztof Gryz, dr inż. Jolanta Karpowicz – Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy.

4. Ustawa „Prawo ochrony środowiska” z dnia 27 kwietnia 2001 r., Dz. U. 2001 Nr 62 poz. 627 z późniejszymi zmianami.

5. Rozporządzenie Ministra Zdrowia “W sprawie dopuszczalnych poziomów pól elektromagnetycznych w środowisku” z dnia 17 grudnia 2019 r., Dz. U. 2019 z 19.12.2019. poz. 2448 z późniejszymi zmianami.

6. Wojna informacyjna – Cele i metody

7. http://stop5g.com.pl/
KOALICJA POLSKA WOLNA OD 5G.

lina

Wybory – Czy jest jeszcze zdrowa rywalizacja w polityce?

Wybory

Scena polityczna rozgrzała się dziś do czerwoności. Z reguły spory polityczne powinny prowadzić do konkluzji, do jakichś rozstrzygnięć, gdzie postawiona teza zostaje albo potwierdzona, albo obalona w wyniku politycznego dyskursu.

Chciało by się powiedzieć toczy się rywalizacja polityczna, a tymczasem mamy walkę polityczną.

Termin rywalizacja kojarzy się każdemu z jakimiś zasadami, regułami gry, gdzie wszyscy stosują się uczciwie i grają „fair play”.

Sam termin „walka” wywołuje dość jednoznaczne skojarzenia. Wzbudza od razu u czytelnika negatywne emocje, ponieważ w każdej walce ktoś musi ucierpieć, najczęściej są to strony walczące pomiędzy sobą, gdzie każda musi liczyć się ze stratami.

Na polskiej scenie politycznej w rzeczywistości jest prowadzona „wojna polityczna”. Ciśnie się tu od razu kolejne określenie, że jest to wojna pozycyjna. Władza będącą stroną tej walki, prowadzi ją w kontekście utrzymania się przy władzy i wywierania jak największego wpływu politycznego, dążąc do jej utrzymania.

Niemniej jednak, który obóz polityczny by nie zdobył większych wpływów, to i tak jest widoczny podział na: społeczeństwo i tych, którzy zdobyli władzę w mniejszym czy większym stopniu, starając się ją utrzymać.

Niektórzy politycy oficjalnie potrafią użyć słów: „kolejny raz ją zdobyliśmy i już jej nie oddamy”. Przykre jest to, że w dzisiejszych czasach padają tego typu teksty, gdzie również mówi się o demokracji.

Podobne wypowiedzi już padały w historii z ust ludzi o nie najlepszej reputacji politycznej np. W. Gomułki „Raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy” lub przez J. Goebbelsa „Jeśli zdobędziemy władzę, nie oddamy jej już nigdy, chyba że zostaniemy wyniesieni z naszych gabinetów jako trupy”.

Wojna pozycyjna” – to termin używany przede wszystkim w sztuce wojskowości. Odwołujący się głównie do czasów I Wojny Światowej, w której to walczące strony dążyły do utrzymania terenu, poprzez walki defensywne w oparciu o umocnienia inżynieryjne tj.: okopy, rowy, wały, zasieki, maskowanie itp.

W odniesieniu do w/w pojęć opisujących dzisiejszą politykę, widać dokładnie jak za wszelką cenę największe obozy polityczne dążą do utrzymania maksymalnych wpływów w instytucjach i na stanowiskach politycznych, łącznie z tym najwyższym, jakim jest Urząd Prezydenta Polski.

To wszystko po to, aby zachować jak największy wpływ na scenę polityczną przy roszadach personalnych lub po ponownym rozdaniu kart /czym są wybory/. Dziś coraz wyraźniej widać, że wybory są jedynie przegrupowaniem istniejących sił i nowym podziałem łupów w postaci wpływów politycznych, między tymi samymi obozami.

Od przemian pookrągłostołowych nic się nie zmienia w siłach biorących udział w polityce. Główne obozy polityczne przepoczwarzają się w inne zmieniając szyldy i nazwy, dokonując w ten sposób kamuflażu i trwają dalej przy władzy.

Nikt nie zauważa, że wewnątrz są ci sami ludzie, którzy od 1945 roku trzymają bat nad narodem. Dzielą między sobą wpływy i organizują wybory, aby nie dopuścić w sposób niekontrolowany nikogo i niczego nowego nad czym oni nie będą mieli kontroli.

Używając języka wojskowego, można powiedzieć, że maskowanie i kamuflaż mają opanowane perfekcyjnie.

Wybory 1989 - 2020

Rys. Ewolucja organizacyjna „Trzymających Władzę” pod coraz to nowymi szyldami w momentach utraty poparcia oraz pod przykrywką nowych haseł.

Mając niemal nieograniczony wpływ na tworzenie nowych narzędzi prawno-administracyjno-fiskalnych, największe obozy polityczne od lat tworzą zasieki nie do przeskoczenia przez mniejsze organizacje, ze względu na progi w postaci wymogów formalnych i ograniczeń czasowych. Dysponują również środkami finansowymi (dzięki czemu mogą prowadzić kampanię wyborczą o szerokim – nieosiągalnym dla mniejszych ugrupowań – zasięgu) oraz mediami (które najczęściej są nośnikiem propagandy obozu sprawującego władzę, również poza kalendarzem wyborczym).

Tak ustawiony system polityczno-administracyjny w kooperatywie z mediami w zasadzie uniemożliwia spontaniczne, oddolne powstanie nowych organizacji i uczestnictwo w życiu politycznym państwa.

W obecnej sytuacji przykładem wyboru czasu rozegrania decydującego boju o najwyższy urząd w państwie jest naciskanie, aby wybory prezydenckie nie zostały przesunięte pomimo pandemii, która wszystkich zaskoczyła i sparaliżowała wszelkie prace przygotowawcze do wyborów.

Jest to zastosowanie jednej z zasad ze sztuki wojennej, mówiącej o tym, że wybór dogodnego dla siebie terenu i czasu walki daje na starcie pewną przewagę nad przeciwnikiem.

Z jednej strony można to nazwać kreatywnością w działaniu, ale czy jest to fair play”. Przystępując do wyborów, wszyscy powinni mieć równe prawa, możliwość realnego dostosowania się do zasad gry i przedstawienia swoich racji, popartych argumentami.

Wybory na każdym szczeblu w państwie powinny być zdrową rywalizacją, a nie podstępną walką polityczną i ”udawanką”, że wszystko jest w porządku.

Tym czasem, gdy powinniśmy zająć się wszyscy walką z ogłoszoną pandemią, jaka by ona nie była, to rządzący udają, że każdy może prowadzić kampanię prezydencką, na równych zasadach.

Patrząc obiektywnie, mniejsze obozy polityczne praktycznie są wyłączone z wyborów. Wprowadzone zakazy i nakazy: kwarantanny domowej, utrzymywania odległości pomiędzy ludźmi, zakazy organizowania zgromadzeń, wyjść publicznych do lokali, uniemożliwiają spotkania i np. nawiązanie relacji bezpośrednich z potencjalnymi wyborcami. W/w ograniczenia swobód obywatelskich, utrudniają prowadzenie zbiórki podpisów w normalny sposób, a tym bardziej prowadzenie kampanii.

Za to obozy trzymające władzę nie muszą tak postępować. Im pasuje paraliż konkurentów przez tzw. „pandemię”. Wystarczy, że sami w mediach publicznych i głównego nurtu, będą przedstawiać swoich kandydatów, swoje zamówione sondaże itp. Wystarczy, że tylko będą o nich mówić, bez większej reklamy, a to wbija ludziom informację do głowy, między kim, a kim mają wybierać. Tak ukierunkowane przekazy medialne spowodują, że społeczeństwo nawet nie dowie się zbytnio o konkurentach władzy, którzy zostaną wymazani z życia mediów.

Obecny obóz rządzący podobnie zachował się w czasie wyborów parlamentarnych w 2019 roku, kiedy to wykorzystał swoją pozycję władzy wykonawczej skracając maksymalnie kalendarz wyborczy.

Oczywiście było to zgodne z prawem, jednak w tym wszystkim jest pewne „ale”, świadczące o mniej lub bardziej świadomym nadużyciu władzy, na swoją korzyść. Nic nie wskazywało na to, że czas wyborczy musiał być tak skrócony.

Ustalenie minimalnego czasu na prowadzenie kampanii wyborczej znacznie zmniejszyło szanse na sprostanie wszystkim wymogom wyborczym, głównie przez mniejsze organizacje.

Według ustawionego prawa na podstawie Art. 98. Konstytucji Rzeczpospolitej i Art. 194. § 1. Kodeksu Wyborczego:

Wybory do Sejmu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej w drodze postanowienia, nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy, przypadający w ciągu 30 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu. Postanowienie Prezydenta Rzeczypospolitej podaje się do publicznej wiadomości w Biuletynie Informacji Publicznej i ogłasza w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej najpóźniej w 5 dniu od dnia zarządzenia wyborów.

Na uwagę zasługuje fakt, że nie jest określone, ile wcześniej może prezydent ogłosić wybory niż owe 90 dni, jako najpóźniejszy termin ogłoszenia wyborów. Wobec powyższego mówiąc poprawnie politycznie, prezydent nie musi czekać do ostatecznego terminu ogłoszenia wyborów chyba, że jest to gra wojny informacyjnej i celowego oddziaływania na organizację kampanii, aby cały obieg informacji i czynności kampanijnych spiętrzył się do granic możliwości organizacyjnych ugrupowań, chcących wziąć udział w wyborach.

Dobrym przykładem nie ograniczania możliwości kampanijnych chcącym wziąć udział w wyborach, był rok wyborczy 2005. Wówczas wybory ogłoszone zostały 23 maja, a odbyły się 25 września. Jest to dobry przykład, jak powinno stosować się główne ramy do kalendarza wyborczego, dając w ten sposób równe szanse wszystkim pod względem czasowym.

Niestety rok wyborczy 2019 pod rządami obozu PiS pokazał całkowicie odwrotną tendencję do maksymalnego ograniczenia czasu na kampanię wyborczą. Kadencja sejmu upływała 12 listopada 2019, więc ostateczny termin ogłoszenia wyborów upływał na 11 sierpnia, natomiast prezydent ogłosił wybory 6 sierpnia informując słownie, że się odbędą 13 października, co jeszcze nie uprawniało do rozpoczęcia kampanii wyborczej.

Formalnie zgodnie z prawem można rozpocząć kampanię wyborczą po ukazaniu się postanowienia prezydenta w dzienniku ustaw.

Dz.U. Poz. 1506 został „teoretycznie” napisany 9 sierpnia w piątek /czyli zgodnie z prawem 3 dni od ogłoszenia przez prezydenta/, w którym zawarto postanowienie prezydenta o wyborach. Praktycznie dziennik ustaw ukazał się dopiero po weekendzie w poniedziałek 12 sierpnia, w godzinach popołudniowych. Od tego czasu można było oficjalnie zgodnie z prawem przystąpić do prowadzenia kampanii wyborczych.

Powyższy przykład świadczy o manipulacji informacją, a w zasadzie umieszczaniem jej w czasoprzestrzeni w taki sposób, aby narzucone ramy czasowe ustanowione prawem dokonały reszty, czyli w tym przypadku ograniczyły maksymalnie możliwości konkurentów obozu trzymającego władzę.

W 2011 roku było podobnie, ponieważ wybory parlamentarne ogłoszono 4 sierpnia, a przeprowadzono 9 października /Czyli najpóźniej nastąpiło ogłoszenie wyborów i najwcześniejsze ich przeprowadzenie. Biorąc pod uwagę fakt kończenia się kadencji sejmu po 4 lach – 5 listopada, w ten sposób skrócono okres kampanii maksymalnie. Było to za czasów rządzącego obozu politycznego – PO/.

Natomiast w 2007 roku było najgorzej, ponieważ wybory parlamentarne zostały ogłoszone 7 września, a odbyły się 21 października.
W tym przypadku zadziałały dodatkowo decyzje o wcześniejszym rozwiązaniu sejmu, gdzie terminy mogą być jeszcze krótsze. Zajścia tego typu, powinny być tylko w wyjątkowych stanach Niestety tak nie było, ponieważ partia rządząca w koalicji /PiS/ chciała rządzić sama. W ten sposób rozwiązując sejm kosztem utraty poparcia pozbyto się wpływów dwóch organizacji: LPR i Samoobrony.

W przypadku skrócenia kadencyjności sejmu ustanowione prawo w Art. 98. Konstytucji Rzeczpospolitej pkt. 5, reguluje postępowanie w następujący sposób:

Prezydent Rzeczypospolitej, zarządzając skrócenie kadencji Sejmu, zarządza jednocześnie wybory do Sejmu i Senatu i wyznacza ich datę na dzień przypadający nie później niż w ciągu 45 dni od dnia zarządzenia skrócenia kadencji Sejmu.

Jak widać i w takim przypadku, jest tylko określony najpóźniejszy termin ogłoszenia wyborów parlamentarnych, co nie znaczy, że nie może być wcześniejsze ogłoszenie wyborów.

Analizując ostatnie kadencje sejmu widać, że sztuka manipulacji kalendarzem wyborczym została opanowana perfekcyjnie przez rządzące obozy polityczne z nastawieniem na maksymalne ograniczenia czasowe prowadzenia kampanii wyborczych.

Jeśli chodzi o wybory Prezydenta Rzeczpospolitej, terminy wyborów są bardziej znormalizowane, ale i bardziej rozciągnięte w czasie, co określają następujące akty prawne:

Art. 128. Konstytucji Rzeczpospolitej:

pkt. 1. Kadencja Prezydenta Rzeczypospolitej rozpoczyna się w dniu objęcia przez niego urzędu.

pkt. 2. Wybory Prezydenta Rzeczypospolitej zarządza Marszałek Sejmu na dzień przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej, a w razie opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej – nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów.

oraz Art. 127. Konstytucji Rzeczpospolitej:

pkt. 7. Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz warunki ważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej określa ustawa.

oraz Art. 289. Dz.U. 2020 poz 184 z dn. 5 lutego 2020 roku:

§ 1. Wybory zarządza Marszałek Sejmu nie wcześniej niż na 7 miesięcy i nie później niż na 6 miesięcy przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej i wyznacza ich datę na dzień wolny od pracy przypadający nie wcześniej niż na 100 dni i nie później niż na 75 dni przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej.

Porównując rzeczywisty bieg wydarzeń do panującego prawa należy wyjść z terminu w jakim upływa kadencja prezydencka, a jest to 6 sierpnia 2020 roku. Wobec powyższego wybory muszą odbyć się pomiędzy 22 maja, a 27 kwietnia. Ogłoszono je na 10 maja, więc w samym środku terminu ustawowego. Akurat przy tych wyborach nie ma to większego wpływu.

Postanowienie o wyborach prezydenta zostało ogłoszone 5 lutego i podjęte tego samego dnia.

Porównując do ostatnich wyborów parlamentarnych, wtedy nie można było ogłosić od razu, a teraz tak, gdy nie ma tak odczuwalnych ograniczeń czasowych. Oczywiście tylko aroganccy przedstawiciele władzy powiedzą, że nie było manipulacji informacją w czasie, aby wywrzeć pewne presje w postaci braku czasu.

Analizując ustanowione prawo, najwcześniej można było ogłosić wybory na prezydenta 7 stycznia, a najpóźniej na 17 maja 2020 r.

Z powyższego wynika, że ogłoszono je praktycznie w ostatni dzień, możliwego terminu do ogłoszenia, ponieważ 7 lutego był ostatnim dniem.

Jak widać z przepisów i faktów, trzymając władzę można ją nieformalnie wykorzystywać w granicach prawa na korzyść innych.

W tym natłoku informacji w postaci aktów prawnych i faktów warto przypomnieć:

Art. 127. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej określa:

pkt. 1 Prezydent Rzeczypospolitej jest wybierany przez Naród w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym.

Art. 96. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej określa:

pkt. 2. Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.

Art. 97. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej określa:

pkt. 2. Wybory do Senatu są powszechne, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu tajnym. – /tylko tu zabrakło słowa równe, przyjmijmy to nie jako manipulację, ale małe zapomnienie, no chyba, że stopniowo, ktoś chce usunąć zapis o równości wyborów/

Analizując prawo ustanowione i jego stosowanie w rzeczywistości, można mieć wiele zastrzeżeń co do równości wyborów, nie wspominając już o zachowaniu się fair play”.

Obozom trzymającym władzę są na rękę postępowania, które ograniczają zdolność konkurentów. Wystarczy, że sami w mediach publicznych i głównego nurtu będą przedstawiać swoich kandydatów, swoje zamówione sondaże przemilczając jednocześnie te, które są sprzeczne z ich oczekiwaniami.

Niepełne kreowanie obrazu rzeczywistości, to specyficzny rodzaj propagandy i manipulacji, który przez fachowców traktowany jest, jako jedna z podstawowych metod prowadzenia wojny informacyjnej.

Rywalizacja w polityce powinna polegać na przedstawianiu argumentów w postaci faktów, w tym programów i wszelkich decyzji podejmowanych na podstawie rzetelnych badań, a nie jedynie – często jednostronnych – opinii tzw. autorytetów (zazwyczaj mianowanych wg klucza partyjnego lub przez zewnętrznego organizatora), których twierdzeń praktycznie nikt nie dowodzi.

O tym, że programy i decyzje powinny być nastawione dla dobra społeczno-gospodarczego Polski, nie wypada nawet pisać, ale trzeba, gdyż wychodzi, na to, że ci co powinni nas reprezentować (czyli obozy polityczne trzymające władzę) działają w większości przypadków dla dobra pewnych grup, bliżej nie identyfikując się z nimi na zewnątrz.

W czasie obecnych walk politycznych, już mało kto może pochwalić się podsumowaniem tego, co udało mu się zrobić dla dobra ojczyzny i narodu polskiego, a tym bardziej, co poświęcił w służbie dla Polski.

Stawiając pytanie: „co poświęcił polityk”, to już nieadekwatny zwrot w dzisiejszych czasach, bo przecież wszyscy politycy już tylko pracują, a pracuje się dla korzyści, czyli dla zaspokojenia potrzeb materialnych.

Jest to pewnego rodzaju wypaczenie, ponieważ politycy ubiegający się o różne stanowiska, często patrzą w pierwszej kolejności na korzyści finansowe i pozycję w społeczeństwie, tylko ilu z nich przyzna się do tego?

W zasadzie nie muszą przyznawać się, ponieważ dobry obserwator sam dostrzeże, jakie apanaże przyznaje sobie sama klasa polityczna, gdzie szczytem warcholstwa jest przyznawanie w różnych resortach nagród pieniężnych, gdy ludzie masowo bankrutują i tracą pracę z powodu przestojów związanych z ogłoszoną pandemią.

Realne osiągnięcia wypadałoby przedstawić i podać społeczeństwu pod ocenę, a tym bardziej, gdy głowa państwa ponownie ubiega się o stanowisko Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej.

Tymczasem wychodzi na to, że lepiej bezczynnie ukrywać się w cieniu pandemii. Złośliwi mówią, że ubiegający się o reelekcję miał dużo pracy, bo musiał wszystko podpisać i ponoć podpisał, a w międzyczasie musiał zajmować się innymi sprawami, jak obdarowywanie innych kosztem narodu polskiego – np. przez zbycie się części obszaru Polski.

W czasie wyborów społeczeństwo powinno mieć realny wybór, jakościowy, a nie ilościowy w dodatku ze wskazaniem na określone grupy dominujące.

Dziś wielkiego wyboru pod względem jakości nie widać na horyzoncie wyborów ogłoszonych na 10-go maja 2020 roku, ponieważ wszystkie mniejsze obozy zostały odcięte i sparaliżowane w działaniu, choć nie ma ogłoszonego stanu wyjątkowego.

Niestety dzisiejsza polityka nie charakteryzuje się serwowaniem pomysłów, które byłyby tworzone i wdrażane w życie dla korzyści Polski i polskiego społeczeństwa.

Dostrzec można jedynie pomysły w kreowaniu coraz to nowszych zakazów, nakazów i wprowadzaniu skomplikowanych procedur, aby przypadkiem nikt nie odebrał władzy tym, którzy ją trzymają.

Skierowany nakaz do Poczty Polskiej przez premiera, aby przygotowała się do wyborów korespondencyjnych, to nic innego, jak wykorzystanie instytucji państwa do rozgrywek politycznych, by utrzymać kontrolę nad najwyższą funkcją w państwie polskim.

Sytuacja w dobie pandemii paraliżuje wszystkich, ale rządzący mają czelność wykorzystać państwowe instytucje, na swoją korzyść, bo usilnie chcą tu i teraz przeprowadzić wybory, gdyż mają świadomość, że w dłuższej perspektywie najprawdopodobniej utracą poparcie, którym jeszcze dysponują.

Dlaczego obóz rządzący traci poparcie?

Ponieważ pogłębiający się kryzys ukazał faktyczny stan i zdolności polskiej gospodarki do zaspokajania potrzeb Polaków w podstawowe środki np. ochronne tj.: rękawiczki i maseczki. Ich deficyt jest obnażeniem słabości gospodarczej, gdyż nie są to skomplikowane artykuły w produkcji.

Niejasność procedur i obietnic – informacji komu i kiedy zostanie udzielone wsparcie – coraz bardziej rozdrażnia przedsiębiorców, ponieważ stoją na skraju bankructwa i nie wiedzą, jakie działania podejmować.

Powściągliwość rządzących (a raczej bezradność, bierność oraz działanie na niekorzyść tych, którzy w istotnym stopniu zasilają budżet państwa) dyskredytuje ich bezpowrotnie, gdyż nie będzie to krótki epizod w ich losach, jako pokrzywdzonych przedsiębiorców i pracowników, a raczej dramat ciągnący się przez dłuższy okres życia.

Gdzie w tym wszystkim jest demokracja? Gdzie nieskrępowane czynne prawo wyboru? Pytanie o bierne prawo wyboru jest zbyteczne, gdyż można powiedzieć, że funkcjonuje ono już tylko jako tzw. prawda formalna – na papierze – a ci, którzy jeszcze próbują z niego skorzystać, wykonują syzyfową pracę.

Jak w sposób uczciwy mniejsze organizacje mogą stanąć do rywalizacji z dużymi, które „jadą na dopalaczach”. Dopalaczami jest tu możliwość niemal nieskrępowanego sięgania po publiczne pieniądze, które zasilają ich konta -np. w postaci zwrotów kosztów za wybory, subwencji (w zależności od otrzymanego poparcia), jak i wsparcia na różnego rodzaju koła poselskie. O innych, nieformalnych zależnościach nie można mówić, gdy nie ma się dowodów (co nie jest równoznaczne z tym, że nie istnieją).

Rodzi się więc pytanie, jak początkująca organizacja miałaby stanąć uczciwie z uplasowanymi na swej pozycji rywalami? Czy w ogóle możemy mówić o równości sił? Raczej nie. Jednak przestrzegania zasad „fair play” powinniśmy się dopominać.

Czy dzisiejszy świat polityki potrafi jeszcze uczciwie dyskutować na argumenty, bez niedopowiedzeń, a tym bardziej bez tzw. „fejków”.

Jako organizacja Normalny Kraj uważamy, że nie, ponieważ Polacy nie posiadają odpowiedniej wiedzy na temat tego, co się dzieje w kraju, a przede wszystkim, dlaczego tak się dzieje.

Brak właściwie pełnionej misji mediów oraz zmiana stylu bycia i życia, zepchnęły najistotniejsze rzeczy tj.: naród, państwo, etykę, dobro, prawdę i piękno na dalsze pozycje. Głębsza analiza mająca na celu zrozumienie rzeczywistości traktowana jest po macoszemu, gdyż nie ma na to czasu. Chciwość wynikająca z chęci przeżycia coraz to większych ekscesów wytwarza swoistą gonitwę za nowymi formami hedonizmu, najczęściej za dekadencką oraz próżną rozrywką, nie niosącą ze sobą niczego wartościowego, jak i ambitnych wyzwań.

Aktualny brak prawdziwego wyboru pomiędzy kandydatami w różnych wyborach, ograniczania swobody w prowadzeniu kampanii, manipulacja informacjami i organizacją wyborów oraz nieprzedstawianie wszystkich faktów sprowadza się do tego, że wyborcy praktycznie idą tylko zatwierdzić to, co im zarekomendowano, urabiając ich uprzednio odpowiednią papką propagandową.

Od dekad jesteśmy uczestnikami wojny domowej w naszym kraju.

Dokładnie rzecz ujmując, w życiu politycznym i naszej świadomości prowadzona jest wojna informacyjna, gdzie faktami manipuluje się w taki sposób, aby zniewolić społeczeństwo. Definicja wojny informacyjnej trywialnie to ujmuje, że jest to rodzaj wojny, który sprowadza się do takiego otumanienia ludzi, żeby sami – z własnej woli – wpakowali karki w jarzmo z przekonaniem, że jest to w ich najlepszym interesie.

Jest to pewna forma niewolnictwa, w wyniku której powstają swego rodzaju „informacyjne kije” na społeczeństwo. Informowanie o karach grożących za nieoddanie kart do głosowania – to groźba, którą zmusza się współczesnych niewolników do urzeczywistnienia legalizacji władzy.

Skoro propaganda rządzących jest coraz mniej skuteczna w oddziaływaniu na liczną część społeczeństwa, która wybudza się z letargu, zmieniono metodę sterowania na presję strachu, która może przerodzić się w fizyczne działania.

Na koniec pozostaje zadać retoryczne pytanie: gdzie jest wolność informacyjna i fizyczna? Żeby być wolnym człowiekiem trzeba mieć jedną i drugą, bo jeśli nie, to jak w krótkiej historii, brak jednego, czy drugiego prowadzi do niewolnictwa:

Kali palnąć kogoś maczugą i zabrać jego krowy, doprowadzi do tego, że nie będziesz miał nic, czy nawet jak Kali przekonać kogoś, żeby sam mu przyprowadził swoje krowy, to też nie będziesz mieć nic, a gdy nie masz nic to umierasz lub godzisz się na wszystko, co Kali Ci zaoferuje za niewolniczą pracę, np. miskę ryżu.

Koronawirus

Propaganda i manipulacje w walce z Polakami

Koronawirus – analiza działań propagandowych Pana Marcina Hagmajera:

“Działania propagandowe i manipulacje są czymś starym jak świat, stosowanym przez rządzących i polityków względem rządzonych. Obecna sytuacja epidemiczna stwarza pożywkę dla kolejnych manipulacji i propagandowych “wrzutek”.

Czy Polacy są odporni na propagandę? Jak długo przekazy rządzących będą przyjmowane bezkrytycznie? O tych i innych zagadnieniach z zakresu propagandy i manipulacji w rozmowie z Kamilem Klimczakiem mówi Marcin Hagmajer z Narodowej Akademii Informacyjnej.”

Źródło: Chrobry Szlak (YouTube): https://www.youtube.com/watch?v=bQKBH3-3uWo [dostęp: 27.04.2020]

0 - mapka

Nie oddamy ani guzika!

“W cieniu pandemii Prezydent Andrzej Duda marzy o reelekcji,

za ofiarność dla innych.”

Przez długi czas Polskę nie napotkała tak wielka sytuacja kryzysowa, jak ta obecnie. W tym ciężkim czasie naród polski ponosi ofiary w walce z pandemią choroby COVID-19.

Zagrożeniem rozwijania się zarażeń koronawirusem /SARS-CoV2/ sparaliżowało wszelką działalność państwa i społeczeństwa.

Padają kolejne ofiary pandemii, ale nie tak dawno, gdy w poprzednim roku 2019 wydawało się, że nie ma żadnych stanów nadzwyczajnych, zapowiedzi rządu hipnotyzowały, że polska gospodarka ma się dobrze, Prezydent Andrzej Duda poświęcił część naszego kraju bezpowrotnie.

Nie było to poświęcenie związane z obrządkiem religijnym, ale na pewno była to ofiara, tylko kogo dla kogo?

Zostało ona złożona w ciszy i spokoju. Zapowiedzi rządzących uspakajały, brak nerwowych zachowań na rynkach pracy i sielankowe programy telewizyjne uśpiły czujność społeczeństwa, które nie wie, co się stało. Natomiast w obecnym roku 2020 wszyscy jesteśmy zajęci już pandemią koronawirusa i nikt nie ma czasu, aby zająć się wyjaśnieniem tego, jak poniosło polskie społeczeństwo cichą ofiarę w ubiegłym roku, bo dziś ponosimy już kolejne.

Nie oddamy nawet guzika” – to słowa Marszałka Rydza Śmigłego z 1935 roku wypowiedziane w obliczu groźby wojny.

Dziś w podobnym tonie wypowiadają się współcześni politycy, chciałoby się rzec, ludzie zajmujący najwyższe stanowiska w państwie polskim. Dziś podobnie, jak wówczas, skutki takiego braku politycznej stanowczości okazują się być opłakane.

Dotyczy to zarówno stanowiska rządu polskiego wobec ustawy IPN, amerykańskiej ustawy 447, jak i wprowadzania reform systemu sprawiedliwości. Okazuje się, że takie pustosłowie, a wręcz zdrada dotyczy nie tylko obszaru samej polityki, ale już samego terytorium Rzeczpospolitej i jej majątku.

Rząd tzw. „polski”, w skryty sposób dopuszcza się najgorszej zdrady interesów Państwa polskiego i pozbywa się ogromnych obszarów na rzecz obcych państw.

Straciliśmy coś większego niż guzik i wcale nie jest to mała część naszego terytorium, bo aż 2880 km2 obszaru morza, o czym inne kraje mogą tylko pomarzyć.

Dopuszczenie do pomniejszenia terytorium Polski o 2890 km2 na korzyść innego państwa, w czasie tzw. „pokoju”, to nie lada wyczyn, a raczej brak odpowiedzialności politycznej, bo działanie na korzyść innych podmiotów zewnętrznych zawsze łączy się ze zdradą.

Wszystkim pokój kojarzy się z brakiem działań zbrojnych. Choć dziś ich nie ma, to nie można mówić o pokoju. Pomimo, że nie prowadzimy otwartej wojny o charakterze militarnym, to jest ona prowadzona na różnych płaszczyznach, politycznej, gospodarczej, informacyjnej, kulturowej i wielu, wielu innych.

W zasadzie w każdej dziedzinie, jaką określimy, może być prowadzona wojna poprzez oddziaływanie informacyjne, aż do materialnego włącznie, które najczęściej jest kojarzone z wojną, ale sam konflikt militarny występuje najczęściej w końcowych fazach.

Czy jakąkolwiek wojnę w ogóle prowadzimy w wymiarze informacyjnym, jako kraj? To już oddzielne pytanie, bo na razie sądząc po skutkach działań, przede wszystkim politycznych, nie widać, aby politycy kierowali się interesem narodowym Polski i Polaków, a raczej interesem innych krajów lub narodowości!

W 2019 roku, nie prowadząc wojny militarnej straciliśmy, jako kraj 2880 km2 obszaru morza na korzyść Danii. Jeśli już było to konieczne, to każde takie działanie powinno zostać w jakiś sposób zrównoważone innymi korzyściami, oczywiście na rzecz Polski.

Niestety takowych nie można się dopatrzyć, dlatego rodzą się racjonalne pytania, dlaczego praktycznie w zaciszu polityki i wyciszonych mediach na ten temat odbył się ten akt darowizny, a w zasadzie proceder polityczny z działaniem na szkodę państwa polskiego.

Polacy zawsze czuli przywiązanie do swojego kraju, żyjąc w nim oraz będąc nawet na obczyźnie. Walczyli za nasz kraj, by nigdy nie przepadł, by nie oddać żadnej części jego terytorium, zawsze bohatersko z honorem i uporem walczyli o naszą ojczyznę, wykazując w ten sposób swoje przywiązanie do swojego Państwa.

Tracąc niejednokrotnie część naszego terytorium najczęściej była to nasza wina, spowodowana przede wszystkim złym kierowaniem państwem, a u zwykłych obywateli brakiem zainteresowania ojczyzną, a w szczególności tym, co poczynają sprawujący władzę w kraju.

Prywatę i chęć własnych zysków można przypisać dodatkowo tym drugim, a kompletną ignorancję i chełpienie się tym, co było kiedyś, że potrafimy to, czy tamto, że Polacy potrafią się zjednoczyć, utrzymać kraj, być dzielnymi i bohaterskimi oraz jacy to my nie jesteśmy mądrzy i pomysłowi, tym pierwszym.

Szkoda, że z tą mądrością, jest jak w starym powiedzeniu: Polak mądry, ale po szkodzie. A może już dość tych szkód narobiono nam w kraju i czas zmądrzeć?

Nie zawsze ta nasza mądrość była na najlepszym poziomie, gdyż nie raz z własnej winy, jako obywatele polscy straciliśmy część terytorium kraju, a nawet i cały kraj.

Owszem zawsze sprzyjały temu siły zewnętrzne, ale nie upatrujmy winy u innych, lecz przede wszystkim u siebie.

Dziś mamy podobną sytuację.

Terytorium naszego kraju zmniejszyło się o 2880 km2. Jest, to bardzo duży obszar i nie było to spowodowane bynajmniej naturalnymi zjawiskami przyrodniczymi.

W wyniku długotrwałego procesu przygotowującego, zapoczątkowano przekazanie terytorium części kraju za granicę.

Czterdziestoletni spór Polska-Dania został zażegnany na niekorzyść Polski.

Jak to się stało? A no dobroduszni tzw. polscy politycy doprowadzili do sformalizowania całego przedsięwzięcia w następujących dokumentach:

Oficjalnie 19 listopada 2018 r. w Brukseli została podpisana:


Umowa

między Rzecząpospolitą Polską, a Królestwem Danii

w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim.

Najważniejsze treści w/w umowy:

Kierując się pragnieniem pogłębiania i dalszego polepszania dobrosąsiedzkich i sojuszniczych stosunków, jak również pragnąc rozstrzygnąć w umowie międzynarodowej, zgodnie z artykułem 74 ustęp 1 oraz artykułem 83 ustęp 1 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 10 grudnia 1982 roku, a także uwzględniając istotne w tym zakresie orzecznictwo sądów międzynarodowych, sprawę delimitacji obszaru, w którym nakładają się na siebie roszczenia Stron, uzgodniły, co następuje:

Artykuł 1

Granica między wyłącznymi strefami ekonomicznymi i szelfami kontynentalnymi Stron przebiega po liniach prostych (liniach geodezyjnych) łączących następujące punkty: /uwaga do w/w artykułu – tu dalej są podane współrzędne geograficzne, które są najmniej istotne w rozważaniach. Ważnym jest jednak, że po wyznaczeniu powyższych punktów z obszaru spornego 3600km2 zostało oddane 80% czyli 2880 km2 na rzecz Danii./

Artykuł  2

Jeżeli zostanie ustalone, że złoże zasobów mineralnych na dnie lub w podziemiu morskim rozciąga się po obydwu stronach granicy w taki sposób, że złoże jednej ze Stron jest w całości lub części możliwe do eksploatacji z morskiego obszaru drugiej Strony, Strony są zobowiązane do podjęcia konsultacji i dołożenia starań w celu osiągnięcia porozumienia dotyczącego eksploatacji przedmiotowego złoża. /uwaga do w/w artykułu – jest to bardzo ogólnie napisany punkt umowy, ale jakże niekorzystnie dla Polski, gdyż przesuwając granicę na rzecz Danii, może okazać się, że tracimy złoża, a nawet możliwość ich wydobycia i to my możemy iść w łaski, jako ten wcześniej dobroduszny sąsiad, a kraj Danii zdobywając nowe złoża może dalej upominać się o umożliwienie ich eksploatacji np. z naszego terytorium/.


Inne punkty umowy są mniej ważne, gdyż tyle nie wnoszą, a raczej nie szkodzą interesom Polski, jedynie je formalizują.

Kolejnym bardzo ważnym dokumentem było sporządzenie aktów prawnych upoważniających prezydenta Polski do ratyfikowania w/w umowy, a mianowicie:


USTAWY

z dnia 21 lutego 2019 r.

o ratyfikacji Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii

w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim,

podpisanej w Brukseli dnia 19 listopada 2018 r.

Art.  1. 

Wyraża się zgodę na dokonanie przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ratyfikacji Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim, podpisanej w Brukseli dnia 19 listopada 2018 r.

Art.  2. 

Ustawa wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.


Jakże krótka treść w/w ustawy, ale dająca upoważnienie sejmu dla prezydenta w bardzo ważnej sprawie, bez żadnego referendum i dialogu ze społeczeństwem, gdyż w takiej sprawie powinno odbyć się referendum w kraju, a obywatele zostali najzwyczajniej pominięci. Tylko dwa punkty ustawy upoważniły człowieka zajmującego stanowisko prezydenta Polski do zbycia się części terytorium Polski na korzyść innego państwa, w tym przypadku Danii.

Po daniu zgody przez sejm człowiekowi zajmującemu stanowisko prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, podpisał on umowę opatrując dokument pieczęcią państwową, co zawarto w kolejnym dokumencie prawnym:


Dania-Polska. Umowa w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim. Bruksela.2018.11.19.

Dziennik Ustaw

Dz.U.2019.1240

Akt obowiązujący

Wersja od: 28 czerwca 2019 r.

UMOWA

między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim,

podpisana w Brukseli dnia 19 listopada 2018 r.

W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej

PREZYDENT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

podaje do powszechnej wiadomości:

Dnia 19 listopada 2018 r. w Brukseli została podpisana Umowa między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim, w następującym brzmieniu:

Umowa między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim

Rzeczpospolita Polska i Królestwo Danii,

zwane dalej “Stronami”,

kierując się pragnieniem pogłębiania i dalszego polepszania dobrosąsiedzkich i sojuszniczych stosunków,

jak również pragnąc rozstrzygnąć w umowie międzynarodowej, zgodnie z artykułem 74 ustęp 1 oraz artykułem 83 ustęp 1 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza z 10 grudnia 1982 roku, a także uwzględniając istotne w tym zakresie orzecznictwo sądów międzynarodowych, sprawę delimitacji obszaru, w którym nakładają się na siebie roszczenia Stron,

uzgodniły, co następuje:

/dalej treści są jak w umowie podpisanej przez MSZ w Brukseli/

ZAŁĄCZNIK

wzór

Po zaznajomieniu się z powyższą umową, w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej oświadczam, że:

– została ona uznana za słuszną zarówno w całości, jak i każde z postanowień w niej zawartych,

– jest przyjęta, ratyfikowana i potwierdzona,

– będzie niezmiennie zachowywana.

Na dowód czego wydany został akt niniejszy, opatrzony pieczęcią Rzeczypospolitej Polskiej.

Dano w Warszawie dnia 25 maja 2019 r.


Nam obywatelom Polski pozostało jedynie zapoznać się z tym co uczynili tzw. nasi politycy, nas reprezentujący, a jak, to już widać po ich owocach.

Dopełniając formalności podano informację o tym co dokonano w poniższym dokumencie:


Moc obowiązująca

Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii

w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim, podpisanej w Brukseli dnia 19 listopada 2018 r.

Dziennik Ustaw

Dz.U.2019.1241

Akt jednorazowy

Wersja od: 4 lipca 2019 r.

OŚWIADCZENIE RZĄDOWE

z dnia 12 czerwca 2019 r.

w sprawie mocy obowiązującej Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim, podpisanej w Brukseli dnia 19 listopada 2018 r.

Podaje się niniejszym do wiadomości, że na podstawie ustawy z dnia 21 lutego 2019 r. o ratyfikacji Umowy między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim, podpisanej w Brukseli dnia 19 listopada 2018 r. (Dz. U. poz. 567) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej dnia 25 maja 2019 r. ratyfikował wyżej wymienioną umowę.

Zgodnie z art. 4 umowy wchodzi ona w życie dnia 28 czerwca 2019 r.

Dokumenty Powiązane

Dania-Polska. Umowa w sprawie rozgraniczenia obszarów morskich na Morzu Bałtyckim. Bruksela.2018.11.19.


Dziwną rzeczą stało się, że tak ważne przedsięwzięcie, jak zbycie się części terytorium na rzecz innego kraju, odbyło się w tak cichy sposób bez większego oddźwięku w mediach oraz braku nagłaśniania tejże sprawy przez polityków zajmujących główne stanowiska w Polsce.

Czyżbyśmy mieli powtórkę z historii, że z powrotem staliśmy się społeczeństwem nie interesujących się losami naszego kraju, a nawet można powiedzieć nas samych?

Oddanie znacznej części kraju na rzecz innego kraju to nie jest małe wydarzenie, gdyż sama rozciągłość czasowa zespołu przedsięwzięć towarzyszących od momentu przygotowania rozmów mediacyjnych przygotowujących dokumenty za granicą i w kraju trwała miesiącami, a nawet można powiedzieć latami, a o finalnej sprawie, jak było cicho, tak jest po dziś dzień cisza.


O ile można by rzec, że było to postępowanie szlachetne w związku z niesprawiedliwym podziałem terytoriów po II wojnie światowej, to przynajmniej można było zrobić z tego użytek medialny, jacy to my jesteśmy Polacy, poprawiając w ten sposób nasz wizerunek w Europie i na świecie.

Niestety, nawet tego nie uczyniono, więc oprócz strat materialnych, jakie ponieśliśmy, nawet nie było nas stać na wybieg medialno-wizerunkowy.

Zrzeczenia się części terytorium kraju na rzecz innego powinno być w normalnym działaniu zakończone wynikiem plusów i minusów takowego przedsięwzięcia. Niestety w całym tym akcie darowizny nie można się dopatrzeć plusów, ale aż nadto widoczne są jedynie same straty i to nie tylko w wymiarze materialnym.


Dokonując bilansu zysków i strat takowego przedsięwzięcia, jak zbycie części obszaru akwenu morskiego przez Polskę, można dopatrzyć się jedynie samych strat, a mianowicie, co straciliśmy:

  • część obszaru wpływów na Morzu Bałtyckim pod względem politycznym, gospodarczym, komunikacyjnym, a tym samym zawężono możliwości działania w przyszłości tego co jest wiadome w oczekiwaniach, jak i tych potrzeb które w przyszłości mogą nastąpić,

  • część obszaru do połowu ryb dla polskiego rybołówstwa, które już i tak przechodzi nie jeden kryzys,

  • niezbadane złoża na dnie oddanego akwenu zostaje wielką niewiadomą, a w przypadku ich odnalezienia skonstruowanie umowy w tak niekorzystny sposób dla Polski, może spowodować, że kolejna strefa wpływów zostanie przesunięta oczywiście w kierunku Polski – patrz art.2 Umowy Polska-Dania z dn. 19 listopada 2019 roku/,

  • nie wykorzystanie aktu darowizny w sposób medialny, opisujący jakim jesteśmy dobrodusznym narodem wobec sąsiadów, aby poprawić swój wizerunek, staje się także haniebnym zaniechaniem, ponieważ świadczy to o słabości państwa i może być w przyszłości zachętą dla innych do kierowania podobnych roszczeń lub podstępnych knowań w celu osłabienia Polski.



Jak dużo straciliśmy?

2880 km2, jako sama liczba jest mało wymowna, więc dokonajmy porównania do średniej wielkości gmin w Polsce.

Średnia wielkość gmin waha się od 150 km2 do 200 km2 niewiele z nich przekracza 250 km2, a więc przyjmując, że średnio na gminę przypada do 200 km2, to oddany teren powierzchni morza wynosi około 15 gmin średniej wielkości w Polsce!

Czy jest to dużo, czy jest to mało? Jak na wielkość takiego krajów, jak Polska jest to bardzo dużo. Przeliczając dalej (można każdą gminę przeliczyć na liczbę gospodarstw rolnych), będzie ich od kilkudziesięciu do paruset na gminę, więc nie jest to wcale mało w skali kraju.

Przeliczając na liczbę gmin czy gospodarstw rolnych, a do tego nie wliczając w to wszystko zasobów naturalnych, jakie mogą znajdować się pod powierzchnią morza, straty są ogromne. Do tego należy jeszcze doliczyć inne nieudogodnienia w przyszłości w związku z zawężeniem obszaru wpływów przez Polskę.

Dla ludzi morza, żeglarzy, ludzi kochających wodę możemy to inaczej zobrazować, jak duża powierzchnia wód terytorialnych Polski została stracona. Porównując stracony obszar z największym jeziorem Polski Śniardwy, które liczyły prawie 114 km2, to po przeliczeniu wyjdzie nam, że byśmy stracili ponad 25 jezior tejże wielkości.

Kto był nad tym jeziorem, to wie, jak jest ono ogromne. A my jako kraj oddaliśmy 25 razy tyle, co nasze największe w Polsce jezioro Śniardwy.

W inny sposób można powiedzieć, że jest to pas o szerokości 10 km i długości prawie 300 km, kto chodził, pracował w terenie, wie jaki to ogrom terenu, który to tzw. rząd polski oddał Duńczykom, oczywiście za darmo!

Co można podsumować na koniec? Jedynie straty, które już wymieniliśmy.

Rys.1 Ustalony stan granic przez mocarstwo Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Rosji po II Wojnie Światowej
w czasie Konferencji Jałtańskiej 1945 roku.

Rys.2 Granice roszczeń terytorialnych Królestwa Danii i Polski.

Rys.3 Oddany obszar Królestwu Danii przez Polskę.

biel_czerwien

Ocalić od przemilczenia

Przemilczany przez 27 lat tekst wybitnego filozofa i logika – Profesora Tadeusza Kwiatkowskiego, nie tylko nie stracił nic ze swej aktualności, a wręcz nabrał na sile, dlatego gorąco polecamy zapoznanie się z nim.

 
 

 

Naród Polski nie ma Żydów za co przepraszać, ma zaś co przebaczać.

 
 

prl

50. rocznica wydarzeń Marca ’68

Dziś przypada 50. rocznica (słusznie) nieudanej próby puczu, który miał przywrócić do władzy stalinowskich oprawców z lat 1944 – 1956, czyli tak zwanych Puławian. Ich dzieci (tzw. Komandosi) – z Adamem Michnikiem, Jackiem Kuroniem, Karolem Modzelewskim i Henrykiem Szlajferem na czele – szli do walki o “Stalinowską Polskę”, z hasłem godnym samego Lenina – “najpierw studenci, potem robotnicy, wojsko i wreszcie Krwawy Budapeszt“.

Tym planom przeciwstawiła się grupa polskich patriotów – tzw. Partyzantów, lecz kto dziś jest świadom faktycznych celów tamtych działań, skoro nawet 50 lat później media głównego nurtu, politycy i historycy (również ci z Instytutu Pamięci Narodowej) powielają jednostronne komunikaty, jakoby był to jedynie okres studenckich protestów przeciwko opresyjnej władzy PRL i działań o charakterze antysemickim (które w rzeczywistości – pod płaszczem antysyjonizmu – doprowadziły do usunięcia z władz państwowych ludzi tworzących komunistyczny aparat terroru, w którego skład wchodzili przede wszystkim żydowscy komuniści). Do tej jednostronnej narracji przyłączył się także premier Mateusz Morawiecki:


Źródło: Kancelaria Premiera / YouTube

Dogłębną analizę tych wydarzeń przedstawił w książce pt. “Rewolta marcowa; Narodziny, życie i śmierć PRL” śp. Ryszard Gontarz – Polski Patriota, który za głoszenie prawdy w okresie PRL został poddany cenzurze (nie zniosły jej nawet przemiany roku 1989). Książka została więc wydana pod pseudonimem (Jerzy Brochocki) i jest dostępna w wersji pdf pod poniższym adresem: https://marucha.files.wordpress.com/2017/11/brochocki-jerzy-rewolta-marcowa.pdf

Zachęcamy również do zapoznania się z artykułem pt. “Walka z syjonistyczną V Kolumną była w istocie procesem dekomunizacji, desowietyzacji i polonizacji PRL“, opublikowanym na blogu Polska Myśl Narodowa:
https://polskamyslnarodowa.wordpress.com (dostęp: 08.03.2018 r.), który cytujemy poniżej:

Walka z syjonistyczną V Kolumną była w istocie procesem dekomunizacji, desowietyzacji i polonizacji PRL

W tym roku przypada 45 rocznica tak zwanych wydarzeń marcowych. W porównaniu do lat minionych prawie wcale o niej nie mówiono. Bieżączka informacyjno-propagandowa pochłania obecnie nawet czas poświęcony współtwórcom III RP, wśród których nie brakowało autorów Rewolty 1968 roku.

My postanowiliśmy w skrócie przypomnieć czym były te tak zwane wydarzenia marcowe.

1. Było to kolejne starcie między frakcją narodowo – patriotyczną a internacjonalistyczną w łonie PZPR. Geneza tego konfliktu sięga czasów II wojny światowej, gdzie polscy działacze Polskiej Partii Robotniczej z Władysławem Gomułką na czele (tak zwani Krajowcy) starli się ze złożonym głównie z Chazarów Centralnym Biurem Komunistów Polski – agenturą Kominternu i NKWD, późniejszymi Puławianami.

2. Była to nieudana próba powrotu do władzy tzw. Puławian czyli stalinowskich dygnitarzy chazarskiego (żydowskiego) pochodzenia poprzez realizację planu: “studenci – robotnicy – krwawy Budapeszt” przy pomocy dzieci Puławian z Adamem Michnikiem na czele.

3. Była to również skoordynowana z ośrodkami lewackimi na świecie, zwłaszcza z IV Międzynarodówką trockistowską (słynny “List do partii” Kuronia i Modzelewskiego z 1965 roku, w którym postulowano “Władzę Rad” zgodnie z przedrukiem uchwały IV Międzynarodówki z 1957 roku) nadwiślańska wersja lewackiej rewolty 1968, która ogarnęła tzw. “wolny świat”.

4. Było to wyraźne odreagowanie okresu stalinowskiego przez ogromną większość Polaków, którzy mimo trudnej sytuacji społeczno-ekonomiczno-politycznej wyraźnie poparli Władysława Gomułkę i Mieczysława Moczara – przywódcy Partyzantów, bo jako alternatywy nie chcieli mieć skrajnych stalinowców w rodzaju Zambrowskiego, Staszewskiego, czy Morawskiego.

5. W skali międzynarodowej była to pierwsza próba rozbicia Bloku Wschodniego. Zaczęło się w 1967 roku od euforii środowisk chazarskich w Polsce i na świecie na wieść o triumfie Izraela w Wojnie Sześciodniowej przeciwko państwom arabskim. Wielu Chazarów zajmujących stanowiska w aparacie partyjnym i państwowym oraz w resortach siłowych PRL i państw Układu Warszawskiego wykazało swą solidarność z Izraelem i tym samym nielojalność wobec państw socjalistycznych. To uruchomiło słynną Praską Wiosnę w Czechosłowacji, W Polsce zaś Władysław Gomułka w czerwcu 1967 roku wypowiedział słynne słowa o izraelskiej V Kolumnie w PRL. To uruchomiło lawinę wojny informacyjnej. Państwa Układu Warszawskiego zerwały stosunki dyplomatyczne z Izraelem, zaś chazarscy szowiniści nie wahali się współpracować z byłymi hitlerowcami przeciwko Polsce i Polakom oraz innym państwom Układu Warszawskiego. Kontrwywiad MSW podległy generałowi Mieczysławowi Moczarowi namierzył wówczas, że wywiad RFN uzyskał wówczas zgodę na uruchumienie w ramach planowanej akcji wywrotowej w PRL i CSRS siatek wywiadu izraelskiego. Dr. Werner Marx z BND osobiście się wówczas pofatygował w tej sprawie do Izraela. Dziś RFN i Izrael są po przeciwnej stronie barykady, zaś wtedy były te państwa wiernymi sojusznikami przeciw Polsce.

Ogromną rolę w przeciwdziałaniu prowokacji Puławian i ich dzieci – Komandosów odegrały wówczas nie tylko służby Moczara i Jaruzelskiego, którzy oczyszczali swoje resorty ze stalinowsko-syjonistycznych elementów, ale nade wszystko polscy artyści i dziennikarze.

Najważniejszą i najodważniejszą postacią łączącą funkcję dziennikarza i artysty w tamtym okresie był pan redaktor Ryszard Gontarz. Zarówno na niwie kulturalnej jako kierownik literacki i spiritus movens legendarnego teatru Eref 66, jak i polityczno-publicystycznej redaktor Gontarz z otwartą przyłbicą demaskował antypolską i antynarodową postawę Puławian i Komandosów. W swoich trafnych diagnozach, opartych na dokumentach pan redaktor wskazywał na inspiratorów prowokacji z “Dziadami” i jako jedyny wówczas dziennikarz pisał pod własnym nazwiskiem. Te tematy przejawiały się także w jego sztukach teatralnych, z niezapomnianymi genialnymi kreacjami aktorskimi. Niestety, ówczesne władze z Władysławem Gomułką na czele nie wyciągnęły wniosków z publikacji i postulatów pana Ryszarda Gontarza i zamiast dogłębnie rozliczyć Puławian to skrzywdzono jego samego. Za krytykę ówczesnego kierownictwa partyjno-państwowego (przed V Zjazdem PZPR w grudniu 1968 roku w wystąpieniu w MSW redaktor Gontarz skrytykował ówczesne kierownictwo z Władysławem Gomułką na czele za zablokowanie niezbędnych reform oraz rozliczeń i ostrzegł, że jeśli nic się nie zmieni to najdalej w ciągu dwóch lat nastąpi wybuch społeczny, co niestety okazało się prorocze i w grudniu 1970 roku się spełniło) pan redaktor został pozbawiony niemal środków do życia i miał formalny zakaz pisania do 1980 roku. Odbiło się to na jego zdrowiu, lecz zachował honor, godność oraz niezłomność ducha. To pozostało mu do dziś.

Panie Redaktorze!

W imieniu redakcji bloga Polska Myśl Narodowa dziękujemy za Pańską heroiczną postawę i niezłomność i prosimy o więcej. W tej trudnej dla Pana sytuacji życzymy wytrwałości i doczekania wymarzonej przez Pana Polski.

RG

Redakcja PMN

Rzym

Sterowany upadek cywilizacji łacińskiej

Polska jest wyjątkowym krajem, a my należymy do wyjątkowego Narodu. Wyjątkowego, ponieważ przynależymy do cywilizacji łacińskiej, w której ważniejszą rolę odgrywa etyka niż prawo czy ideologia. Jednak od lat powojennych w Polsce następują po sobie wydarzenia zmierzające do unicestwienia cywilizacji łacińskiej poprzez zmianę światopoglądu, sposobu postrzegania świata oraz zmiany m.in. cywilizacyjnego systemu wartości.

W Europie ścierają się cywilizacje: bizantyjska, łacińska i Orientu (w której wyróżniamy cywilizacje kolektywistyczne: turańską, bramińską i cywilizację żydowską). Każda z tych cywilizacji niesie za sobą własne wartości, własne, pożądane typy tworzenia państwowości, własny kodeks bądź etyczny, bądź prawny.

Dlaczego wiedza o tych zjawiskach ma tak fundamentalne znaczenie dla nas?

Od wiedzy oraz przyjętej, bądź narzuconej cywilizacji zależy jak będziemy się zachowywać, oceniać zjawiska społeczne, wydarzenia polityczne, a także jak będziemy funkcjonować jako społeczeństwo oraz Naród w Polsce, Europie i na świecie.
Według F. Konecznego cywilizacjami sakralnymi tzn. takimi które we wszystkich kategoriach bytu zostały uformowane przez odpowiednie religie są cywilizacja żydowska i bramińska należące do cywilizacji Orientu.

Cywilizację bizantyńska cechuje biurokracja i formalizm prawny. Cywilizacja bizantyjska (zwana często „bizantynizmem”) w XIX i XX wieku wprowadziła kategorię pozytywizmu prawniczego i typowej dla cywilizacji bizantyńskiej koncepcji państwa prawa, które nie musi liczyć się z etyką i opartym na niej prawem naturalnym. W “państwie prawa” bada się prawomocność ustaw z punktu widzenia formalnego legalizmu prawnego, bez porównywania ich z prawem naturalnym opartym na etyce. Skrajną konsekwencją pozytywizmu prawnego były np. hitlerowskie ustawy norymberskie, które pozbawiały praw ludzkich osoby uznane przez władze państwowe za Żydów (stworzono przy tym formalistyczno-prawną definicję pojęcia “Żyd”, którą władze państwowe III Rzeszy obowiązane były stosować). W państwach współczesnych analogicznym przejawem funkcjonowania pozytywizmu prawnego jest uchwalanie ustaw dopuszczających zabijanie dzieci nienarodzonych, które – analogicznie jak niegdyś Żydów – pozbawia się praw ludzkich.

W XX i XXI wieku przejawem walki cywilizacyjnej w Unii Europejskiej jest walka łacińskiej koncepcji Europy Ojczyzn (cywilizacja łacińska) z typowo bizantyńską koncepcją zunifikowanej przez biurokrację brukselską Europy jako jednego wielkiego państwa prawnego, opartego na doktrynie pozytywizmu prawnego (cywilizacja bizantyńska).
Cywilizacja łacińska łączy wszechstronny rozwój prawdy i dobra, którego istotą jest podporządkowanie życia społecznego etyce – a więc normom postępowania dobrowolnie uznawanym przez społeczeństwo. W cywilizacji łacińskiej powstało i funkcjonuje pojęcie “państwa etyki i prawdy”.

Warto przypomnieć, że zderzenie cywilizacji łacińskiej z Orientem, które miało miejsce w Polsce po II wojnie światowej, łączyło się ściśle z niszczeniem kategorii prawdy w rozumieniu łacińskim. Reforma nauki i szkolnictwa dokonana w okresie stalinowskim w PRL, polegała m.in. na usunięciu z programu szkół średnich propedeutyki filozofii, a wraz z nią historii filozofii, logiki i psychologii – a więc przedmiotów, które uczyły krytycznego, samodzielnego myślenia. Usunięto też z programu szkół średnich naukę łaciny, która uczyła precyzyjnego wyrażania myśli. Stwierdzić należy, że z programu kształcenia przyszłej inteligencji usunięto przedmioty, które uczyły precyzyjnego kodowania informacji oraz krytycznego, samodzielnego ich oceniania. Do dziś zresztą wspomniane przedmioty nie wróciły do obowiązkowego programu naszych szkół średnich. Analogicznie w nauce, w miejsce nowoczesnych metod badawczych wprowadzono metody marksistowskie w wydaniu stalinowskim (chociażby teorie dowodów sądowych A. Wyszyńskiego).

Wyróżnikiem cywilizacyjnym jest kategoria prawdy (stosunek norm poznawczych do norm ideologicznych. Chodzi o to czy w hierarchii wartości społecznych normy poznawcze górują nad ideologicznymi, czy też odwrotnie; inaczej mówiąc – czy żyjemy w państwie prawdy, w którym obiektywna prawda jest większą wartością niż ideologia, czy też w państwie ideologii, w którym ideologia jest ważniejsza niż prawda.

Drugi zasadniczy wyróżnik cywilizacyjny należy do kategorii dobra. Chodzi o to czy w hierarchii wartości społecznych normy etyczne górują nad prawnymi, czy też odwrotnie, oraz czy mamy państwo etyki w którym normy etyczne dominują nad prawem, czy też państwo prawa w którym prawo jest ważniejsze niż etyka.

W hierarchii wartości cywilizacji łacińskiej prawda stoi wyżej niż ideologia, co oznacza, że ideologia musi być oparta na prawdzie obiektywnej. Normy ideologiczne w cywilizacji łacińskiej są tylko częścią norm poznawczych. Normy etyczne stoją wyżej niż normy prawne, co oznacza, że prawo musi być oparte na etyce. W społeczeństwach należących do cywilizacji łacińskiej przestrzegane jest tylko takie prawo, które jest zgodne z dobrowolnie uznawaną przez społeczeństwo etyką, gdy zaś prawo stanowione przez władze jest z nią sprzeczne, wówczas nie tylko nie jest przestrzegane, ale nawet uważa się, że ludzie mają obowiązek przeciwstawiać się tego rodzaju normom prawnym. Na tej podstawie po II wojnie światowej traktowano jako zbrodniarzy hitlerowców, którzy wykonywali zbrodnicze prawa III Rzeszy. Analogicznie zwolennicy cywilizacji łacińskiej w PRL podchodzili do prawa legalizującego zabijanie nienarodzonych dzieci.

W hierarchii wartości cywilizacji sakralnych (zarówno bramińskiej jak i żydowskiej) ideologia stoi wyżej niż prawda, co oznacza, że prawda jest podporządkowana normom ideologicznym. W cywilizacjach bramińskiej i żydowskiej występuje z jednej strony silny element roszczeniowy, a z drugiej dobrowolne poddanie się obowiązkom i roszczeniom. Dzięki temu właśnie cywilizacja żydowska i kultywująca ją społeczność mogła przetrwać dwa tysiąclecia bez własnego państwa i aparatu przymusu, w obcym otoczeniu, aby w XX wieku odbudować własne państwo.

W cywilizacji turańskiej nie rozwija się ani norm poznawczych ani ideologicznych, zastępują je nakazy władzy – w klasycznej postaci jednoosobowego władcy, które określają co należy uważać za prawdę i jakie normy ideologiczne należy uznawać. W cywilizacji turańskiej brak jest etyki w życiu społecznym, funkcjonuje w nim tylko prawo dowolnie stanowione przez władcę, który nie musi się krępować żadnymi normami. Istnieje więc tylko prawo, bez etyki.

Z kolei w cywilizacji bizantyńskiej formalizm prawny dominuje zarówno nad sferą poznania jak i ideologii. Za prawdziwe uznaje się to, co określone prawem biurokratyczne autorytety za prawdę uznają. Analogicznie, prawo określa jaką ideologię ma uznawać społeczeństwo. W nauce biurokratyczny formalizm i powoływanie się na urzędowe autorytety stanowi podstawową metodę badawczą, zaś w sądownictwie i administracji prawda formalna zastępuje prawdę materialną. Określona prawem ideologia urzędowa funkcjonuje w życiu społecznym jako zbiór sformalizowanych deklaracji ideologicznych. Inaczej mówiąc zarówno normy poznawcze jak i ideologiczne stanowią w cywilizacji bizantyńskiej część norm prawnych.

W hierarchii wartości cywilizacji bizantyńskiej etyka musi być oparta na prawie; inaczej mówiąc normy etyczne w cywilizacji bizantyńskiej to tylko ta część norm prawnych, którą się dobrowolnie przestrzega. W społeczeństwach należących do cywilizacji bizantyńskiej etyka stanowi tylko pewne wsparcie dla prawa i nie może być z nim sprzeczna. To co jest przez prawo nakazane lub dozwolone, z natury rzeczy jest uznawane za dobre. Tak właśnie było w Prusach, a także w hitlerowskiej III Rzeszy.

Oddziaływanie cywilizacji sakralnych na cywilizację łacińską prowadzi do pełnej ideologizacji życia społecznego. W Polsce można je było obserwować w okresie stalinowskim. Oddziaływanie to prowadzić musi najpierw do cywilizacji bizantyńskiej, która następnie ewoluuje w kierunku cywilizacji turańskiej.

Oddziaływanie cywilizacji bizantyńskiej na cywilizację łacińską polega na biurokratyzacji m.in. nauki, ideologii i administracji. Może to doprowadzić do dominacji cywilizacji turańskiej. Proces taki polega najpierw na bizantynizacji życia społecznego, a następnie ewolucji w kierunku cywilizacji turańskiej. Procesy tego typu można było zaobserwować w Niemczech w okresie dwudziestolecia międzywojennego, a następnie w III Rzeszy.

Polska pchana rękoma polityków zmierza ku zmierzchowi cywilizacji łacińskiej. Wyznaczone kierunki rozwoju Polski – począwszy od przemian ustrojowych w 1989 r. – powodują nieustanną bizantynizację życia społecznego Polaków, poprzez oddanie suwerenności na rzecz wstąpienia do Unii Europejskiej, czy tworzenie tysięcy słabych merytorycznie ustaw na barierach prawno-proceduralnych, które obecne są w codziennym życiu Polaków. Patriotyzm Polski stara się wykorzenić budując „nobilitujący patriotyzm europejski”. Polska zalewana jest tanią tandetą zarówno z Zachodu jak i Wschodu. Przeszczepia się do Polski obce obyczaje i burzy dotychczasowe systemy wartości. Modą staje się tzw. „wyzwolenie obyczajowe”. Miejsce etyki i prawdy zajmuje żądza posiadania i pieniądz.

Pamiętać musimy, że wszystko co się dzieje obecnie w naszym kraju, społeczeństwie ma podłoże zarówno cywilizacyjne („słabe kręgosłupy moralne”, brak zakorzenionego systemu łacińskich wartości) i służy czyimś interesom, niestety najczęściej interesom środowisk wrogich Polsce i Polakom. Warto wiedzieć czym cechują się poszczególne cywilizacje, by nauczyć się je rozpoznawać i przyporządkowywać krajom europejskim, oraz by móc diagnozować czyje interesy realizowane są rękoma polskich polityków.”

Źródło: Powyższy cytat pochodzi z artykułu pt. „Sterowany upadek cywilizacji łacińskiej”, opublikowanego na blogu TWX (dostęp: 06.03.2018)

auschwitz-birkenau-540526_1920

Wojna informacyjna przeciwko Polsce – ciąg dalszy

Zagadnienie wojny informacyjnej zostało przybliżone Państwu w jednym z poprzednich wpisów opublikowanych na naszej stronie: https://partia.normalnykraj.pl/wojna-informacyjna-cele-i-metody/ . Życie nieustannie dostarcza nam empirycznych przykładów metod działania na polu wojny informacyjnej – zwłaszcza ostatnimi czasy, gdyż Polska obecnie znajduje się pod informacyjnym ostrzałem, wykorzystajmy więc aktualną sytuację, aby dogłębniej zaznajomić się z tą niezwykle istotną dla odkłamania rzeczywistości tematyką.


Źródło: Jacek Sierpiński / Facebook

Mało kto dziś pamięta wypowiedź poprzednika prezydenta Donalda Trumpa – p. Baracka Obamy, który w 2012 roku również użył (mniej lub bardziej świadomie) określenia: “polskie obozy śmierci” na obozy koncentracyjne budowane przez nazistowskie Niemcy na terytorium Polski:

Źródło: Jakub Szczery / YouTube

Jeszcze mniej osób jest świadoma genezy tego skandalicznego określenia, zacytujemy więc wpis zamieszczony na blogu „Polska Myśl Narodowa” z dnia 3. czerwca 2012 r. pt. „Barack Obama tańczy w rytmie Gehlena”, który przybliży Państwu powyższe zagadnienie:

Administracja Białego Domu jest przesiąknięta także przez niemieckie kanały wpływu

Nazwanie przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej niemieckich hitlerowskich obozów koncentracyjnych – “polskimi obozami śmierci” wywołało szok i niedowierzanie w naszym kraju. Wiele osób i środowisk protestując przeciw tej haniebnej wypowiedzi Baracka Obamy zrzucało ją na karb ignorancji lub nawet przejęzyczenia samego prezydenta Obamy, część na niedopatrzenie urzędników z jego administracji, którzy mu takie wystąpienia zwykle wcześniej przygotowują.

My jednak postanowiliśmy przyjrzeć się tej sprawie bardziej wnikliwie, aby móc postawić właściwą diagnozę. Kluczem do zrozumienia problemu jest ustalenie źródła mocno zakorzenionego w świadomości wielu ludzi na Zachodzie stereotypu “polskie obozy śmierci”. Komu zależy na podtrzymaniu tego stanu rzeczy? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w odtajnionych niedawno archiwach niemieckiego wywiadu BND z okresu jego raczkowania. Otóż jak podaje portal Diarium.pl na pomysł określenia “polskie obozy koncentracyjne” wpadł w 1956 roku Adolf Benzinger – szef zachodnioniemieckiego kontrwywiadu, zwanego wówczas Agencją 114, podległą Organizacji Reinharda Gehlena. Była to mistrzowsko przeprowadzona gra operacyjna. Stawką było zdjęcie embarga na zachodnioniemieckie produkty na rynkach światowych, co się udało i w konsekwencji przyczyniło się do słynnego zachodnioniemieckiego cudu gospodarczego. Operacja Benzingera była znakomicie przemyślana. Ruszyła szeroko zakrojona kampania propagandowa uruchomiona na zasadzie stopniowania za pomocą metody rzekomej oczywistości. Na początku zaczęto używać tego terminu w zachodnioniemieckich gazetach. Gdy okazało się, że nikt się nie sprzeciwia uruchomiono wpływy w gazetach amerykańskich. Niemcy już w okresie dwóch wojen światowych pokazali, że mają silną agenturę w Stanach Zjednoczonych. Nikt tam jej nie namierzył, więc mogła swobodnie dalej pączkować na szczeble decyzyjne w tym kraju. Dodatkowym atutem Organizacji Gehlena – późniejszego BND była ścisła współpraca z CIA przynosząca obopólne korzyści. Ignorancka wypowiedź Baracka Obamy i innych wcześniejszych przedstawicieli władz tego państwa na temat Polski pokazuje pod jak silnym wpływem tych agentur ujawniających się dotychczas na niwie polityki historycznej to państwo jest. W związku z tym należy zdać sobie sprawę z faktu, że to nie tylko szowinistyczne środowiska żydowskie w Stanach Zjednoczonych, często współpracujące z niemieckimi agenturami przeciwko Polsce i Polakom (o czym kiedyś pisał nieodżałowanej pamięci generał Tadeusz Walichnowski) mają wpływ na Biały Dom, są tam też urzędnicy będący klasycznymi agentami wpływu, których amerykańskie służby nie są w stanie namierzyć, gdyż nie znają algorytmów ich działania. Dowodem na to jest list prezydenta Obamy do prezydenta Bronisława Komorowskiego, w którym Obama wprawdzie ubolewa z powodu jak to określił pomyłki, ale w liście używa chętniej terminów “nazistowska okupacja”, czy “nazistowskie obozy śmierci”. Tylko raz używa terminu “niemieckie”. Tak wygląda sprostowanie Białego Domu wyraźnie inspirowane przez niemieckie kanały wpływu. Na takie “sprostowanie” już jednak nie ma protestów. A bezkarność urzędnicza trwa.

Przewodnią rolę w kształtowaniu opinii za Oceanem odgrywają jednak amerykańskie media, gdzie agentur inspirujących też nie brakuje. Przykładem jest choćby znana dziennikarka Debbie Schlussel, która kilka dni po skandalicznej wypowiedzi Obamy napisała tak: “Oburzenie na pseudogafę prezydenta Obamy o polskich obozach śmierci jest śmiechu warte, bo Polacy wymordowali miliony Żydów”. To pokazuje jak silny jest wpływ tego typu kanałów inspiracyjnych – współpracujących w amerykańskich mediach.

Czas, żeby amerykańskie służby specjalne zdały sobie sprawę, że w ich kraju szpiegują nie tylko Rosjanie i Chińczycy. Są też inni, którzy mają świetne rozeznanie w amerykańskim kodzie społeczno-kulturowym. My jednak wątpimy w skuteczność amerykańskich służb na odcinku przeciwniemieckim. Dotychczas tylko Polacy i Brytyjczycy byli w stanie się im skutecznie przeciwstawić, a z tego co wiemy to amerykańskie specsłużby nie korzystają z tych wzorców. Konsekwencje są aż nadto widoczne.

Źródło powyższego cytatu: http://pmn.bloog.pl/id,331136997,title,Barrack-Obama-tanczy-w-rytmie-Gehlena,index.html (dostęp: 31-01-2018).

 

Na zakończenie załączamy skandaliczny przykład programowania umysłów młodzieży żydowskiej za pomocą tzw. “wirusów informacyjnych”:

Źródło: Radio & TV RAMPA / YouTube

 

Źródło: zeusZusa / YouTube

Powyższe nagrania pokazują, że nie tylko Polacy są stroną pokrzywdzoną w tej sytuacji, dlatego apelujemy o ważenie słów i traktowanie każdego przypadku indywidualnie – w myśl zasad cywilizacji łacińskiej – pomimo emocji, jakie wywołują aktualne wydarzenia. Zachęcamy również do refleksji nad celem wspomnianych ataków informacyjnych oraz szukania odpowiedzi na pytanie: “w czyim interesie prowadzone są te działania?”.

 

flaga

Patriotyzm, nacjonalizm, szowinizm

Od 11. listopada minęło już kilka dni, lecz nadal docierają do nas komunikaty nawiązujące do obchodów tegorocznego Narodowego Święta Niepodległości. Pod znakiem zapytania stoi m.in. kwestia uczestnictwa osób odpowiedzialnych za organizację ostatniego Marszu Niepodległości w Komitecie Narodowych Obchodów 100. Rocznicy Odzyskania Niepodległości. Pomimo tak licznej frekwencji, był to jeden ze spokojniejszych Marszów, dlatego Normalny Kraj nie godzi się na antypolską propagandę zachodnich mediów (wraz z ośrodkami nimi kierującymi), dla których suwerenność i samoświadomość Polskiego Narodu są sprzeczne z ich interesami oraz narzucanymi przez nich ideologiami, przypinając uczestnikom marszu plakietkę “faszystów” i “nazistów”. Nie zgadzamy się również z twierdzeniem Prezydenta Andrzeja Dudy jakoby nacjonalizm był postawą negatywną, a jedynie patriotyzm był postawą godną praktyki.

Patriotyzm, nacjonalizm, szowinizm – definicje oraz zjawisko manipulacji semantycznej.

„Po II wojnie światowej miała w Polsce miejsce manipulacja semantyczna, której istotą była zmiana znaczenia pewnych kluczowych dla życia społecznego słów. Do słów takich należały: patriotyzm, nacjonalizm i szowinizm.

W dominującej części narodu polskiego, przed II wojną światową, słowo patriotyzm rozumiano jako miłość ojczyzny, przy czym ojczyzną tą mogło być zarówno państwo narodowe jak i np. wielonarodowa monarchia. Słowo nacjonalizm rozumiano jako miłość do własnego narodu, która bynajmniej nie musiała oznaczać wywyższania go w stosunku do innych narodów – tak właśnie rozumieli to słowo twórcy polskiego nacjonalizmu z Romanem Dmowskim na czele. Słowo zaś szowinizm rozumiano jako skrajną odmianę nacjonalizmu, w której miłość własnego narodu łączyła się z pogardą, a czasem wręcz nienawiścią wobec innych narodów. Szowinizm narodowy w skrajnej formie reprezentował nacjonalizm niemiecki, którego wyraźne sformułowanie znajdujemy w hitleryzmie. Były też zresztą nienarodowe odmiany szowinizmu – np. szowinizm klasowy występujący u komunistów internacjonalistów. Szowinizm niejednokrotnie stanowił ideologiczne uzasadnienie różnych odmian imperializmu – zarówno narodowego (hitleryzm) jak i kosmopolitycznego (radziecka odmiana komunizmu).

Po II wojnie światowej imperializm szowinistyczno-narodowy w wydaniu niemieckim przegrał, zwyciężyły zaś kosmopolityczne odmiany imperializmu w wydaniu sowieckim (ZSRR) i liberalno-wolnomularskim (USA). Zgodnie z ich interesem dokonano w skali globalnej manipulacji lingwistycznej, polegającej na zmianie znaczenia wymienionych wyżej trzech kluczowych słów. Słowu patriotyzm, w oficjalnych masowych procesach wymiany informacji, nadano znaczenie takie jak dawniej nadawano słowom patriotyzm i nacjonalizm, słowu nacjonalizm nadano znaczenie takie jak miało dawniej słowo szowinizm narodowy, zaś słowo szowinizm zaczęło znikać z masowego społecznego obiegu informacji. Po doświadczeniach z hitlerowską odmianą szowinizmu niemieckiego, wszelki nacjonalizm zaczął się w społecznej świadomości – czy może nawet podświadomości – kojarzyć ze zbrodniczym hitleryzmem. Na tym właśnie polegała manipulacja semantyczna, której dokonano po II wojnie światowej, a jej skutki trwają do dzisiaj.

Zjawisko to zaobserwowali twórcy Ligi Narodowo Demokratycznej już w latach 50-tych i postanowili się jej przeciwstawić, przywracając w swych opracowaniach – z Programem LND* na czele – dawne przedwojenne znaczenie powyższych kluczowych słów.” 1
______

*Por. Program Ligi Narodowo Demokratycznej, [w:] Akta sprawy Józefa Kosseckiego i innych, Archiwum Sądu Wojewódzkiego w Warszawie, sygn. akt IV K. 51/61.

Jak wynika z treści zacytowanej publikacji, problem manipulacji związanej z pojęciem “nacjonalizm” zauważono już około 60 lat temu. Obecnie w głównym nurcie (zwłaszcza w mediach) funkcjonuje ono jako negatywny stereotyp, który nacechowany jest emocjami, nie niosąc ze sobą precyzyjnej informacji o zjawisku kryjącym się za tym terminem. Na słowa uznania zasługuje poniższy wpis prof. Krystyny Pawłowicz, która stanęła w obronie nacjonalizmu, rozumiejąc właściwe znaczenie tego pojęcia:


Źródło wpisu: Facebook / Krystyna Pawłowicz (dostęp: 21-11-2017)

 

Wpis prof. Pawłowicz stoi niestety w sprzeczności z wyobrażeniami nacjonalizmu Prezydenta Andrzeja Dudy, który podczas swej wizyty w Krapkowicach (mającej miejsce 13.11.2017) wypowiedział następujące słowa (od 14:34):

(…) nie można postawić znaku równości pomiędzy patriotyzmem a nacjonalizmem. To są dwa zupełnie inne zjawiska i dwie zupełnie przeciwne postawy. Patriotyzm to miłość. Patriotyzm to miłość ojczyzny, to miłość bliźniego, to miłość do rodaków, to miłość do wszystkich tych, którzy właśnie chcą szczęścia ojczyzny, powodzenia dla tych, którzy tutaj mieszkają. Nacjonalizm to spojrzenie negatywne. To spojrzenie, że nasz kraj jest tylko dla nas. To nie prawda. Nasz kraj jest dla wszystkich tych, którzy chcą żyć uczciwie i którzy chcą go budować – i to jest właśnie podstawowe kryterium. To jest podstawowe kryterium, którym zapewniam, że kieruje się Prezydent Rzeczypospolitej.

Źródło cytatu oraz nagrania: YouTube / Radio Opole (dostęp: 21-11-2017)

Wytrwałym czytelnikom zalecamy przesłuchanie całości nagrania, aby zrozumieć istotę rozumowania m.in. Prezydenta Andrzeja Dudy – będącego prawdopodobnie jedną z wielu ofiar powyżej opisanego zjawiska manipulacji semantycznej (de facto opisując zjawisko szowinizmu, przypisuje mu termin “nacjonalizm”). Manipulacja ta odcisnęła silne piętno w polskim społeczeństwie oraz w systemie kształcenia tzw. elit narodowych. Szerzenie wiedzy na ten temat jest niezwykle ważnym procesem, aby zahamować antypolską propagandę, która jest jednym z kluczowych narzędzi wojny informacyjnej wymierzonej przeciwko Polsce oraz unikatowemu na skalę światową dorobkowi Polskiej Myśli Narodowej.
 

 
______________
Przypisy:
[1] J. Kossecki, Naukowe podstawy nacjokratyzmu, Warszawa 2015, s. 5-6.

J. Kossecki, Podstawy naukowe nacjokratyzmu (WSTĘP), Warszawa 2009, [https://socjocybernetyka.wordpress.com/2009/08/28/podstawy-naukowe-nacjokratyzmu-nowosc/] (dostęp: 21-11-2017).
 

 

lotnisko

“Demografia negatywna” – wojna informacyjna w praktyce

W pierwszym wpisie dotyczącym wojny informacyjnej zostały wymienione cele i metody stosowane w tego rodzaju wojnie. Dziś podany zostanie przykład pola wojny informacyjnej na obszarze Polski, wymierzonej w jej ludność.

Dlaczego temat związany z “demografią negatywną” jest wart poruszenia w debacie publicznej oraz co kryje się za tym pojęciem?

Zalet bogactwa demograficznego trudno nie zauważyć. Liczniejsze i dobrze wykształcone* społeczeństwo może sobie pozwolić m.in. na:

niższe podatki (im większa liczba podatników oraz im szybszy przepływ pieniądza w gospodarce, tym więcej wpływów z niskich lecz napływających z dużą częstotliwością podatków),

optymalizację kosztów budowy i utrzymania infrastruktury (im więcej osób zamieszkuje dany obszar, tym koszt budowy – np. drogi osiedlowej – rozkłada się na większą liczbę mieszkońców),

zwiększenie wydatków na wojskowość (podobnie jak w wyżej wymienionych podpunktach – im więcej osób “zrzuci się” na wojsko, tym może być ono liczniejsze i / lub lepiej wyposażone).

*) Poprzez termin “dobrze wykształcone” należy rozumieć społeczeństwo składające się przede wszystkim z jednostek faktycznie posiadających jakościową i wartościową wiedzę oraz zdolność samodzielnego myślenia, a nie jedynie legitymujących się “tytułami na papierze”.

“Demografia negatywna” – geneza pojęcia.

Poniżej przytoczone zostaną cytaty z drugiej części „Zeszytów oświęcimskich” wydanych w 1958 roku przez Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu.”

Doświadczenia Clauberga stanowiły część składową ”nowej nauki” stworzonej przez faszyzm niemiecki tzw. ”demografii negatywnej”. Ta wiele mówiąca nazwa wskazuje, że chodzi tu o wypracowanie metod przydatnym do biologicznego wytępienia całych narodów ujarzmionych przez hitleryzm.
Pomysł doświadczeń Clauberga zrodził się w głównej kwaterze Himmlera. O wyborze osoby eksperymentatora zadecydował przypadek. Prof. Clauberg, wzięty lekarz chorób kobiecych, wyrobił sobie jeszcze przed wojną reklamę z powodu wyników osiągniętych przy leczeniu niepłodności kobiet. Przywołany na osobiste polecenie Himmlera do żony jednego z oficerów SS, cierpiącej na niepłodność (co w warunkach hitlerowskich równało się niemal nielojalności wobec państwa, szykującego się zaludnić świat ”wyższą rasą”) zaoferował Himmlerowi opracowanie metody, służącej celowi przeciwnemu, mianowicie wywołaniu trwałej niepłodności u kobiet. Metoda ta, po przejściu okresu prób, miała być stosowana na skalę masową.
Od tej chwili wypadki potoczyły się szybko: prof. Clauberg znalazł się wkrótce w Oświęcimiu, gdzie do jego dyspozycji komendantura obozu oddała osobny blok nr 10, zaś kwatera Himmlera pomyślała o wyposażeniu go we wszystkie najbardziej niezbędne urządzenia, żądając jedynie częstego informowania o wynikach uzyskanych z doświadczeń.
1

Ludobójczy plan przedstawicieli nazistowskich Niemiec zakładał przede wszystkim “biologiczne wytępienie” ludności słowiańskiej (zwłaszcza Polaków) i żydowskiej, co dobrze ukazuje fragment poniższego dokumentu, który został zatytułowany jako:

Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo-politycznego punktu widzenia
autorstwa doktora E. Wetzela i dr. G. Hehta (na zlecenie Urzędu do spraw rasowo-politycznych NSDAP). Berlin, 25 listopada 1939 r.

W punkcie II. dokumentu czytamy m.in. że:

Gdyby nie nastąpiło przesiedlenie Polaków z terenu Rzeszy na teren pozostałej Polski i w ten sposób ludność pozostałej Polski miałaby mniej więcej tę samą ilość co przed wojną, to należałoby się obawiać, że polska ludność tych terenów będzie się rozmnażała dalej mniej więcej w tym samym stopniu co przed wojną. To niebezpieczeństwo mogłoby jednak zostać usunięte, gdyby do kraju napłynęły nowe masy ludności i w ten sposób zwiększyłaby się gęstość zaludnienia. Już choćby dlatego, by przeszkodzić szybkiemu przyrostowi ludności tych terenów, przesiedlenie Polaków z obszaru Rzeszy w tę okolicę jest naglącą koniecznością.2

Równie interesujący wątek zawarty jest w punkcie: „III. Traktowanie Polaków i Żydów w pozostałej Polsce”.

Niezależnie od nieujawnionego jeszcze przyszłego rozwiązania prawno-państwowej organizacji pozostałej Polski, należy wyjść z założenia, że pozostała Polska także i w przyszłości będzie się znajdowała pod dominującym wpływem Niemiec. Ludność tego obszaru składa się z Polaków i Żydów, a oprócz tego licznych polsko-żydowskich warstw mieszanych. Pod względem rasowym ludność należy określić jako częściowo istotnie rodzajowo obcą, a w każdym razie nienadającą się do zasymilowania. W tych okolicznościach należy zasadniczo stwierdzić, że niemieckie państwo nie ma żadnego interesu w narodowym i kulturowym podniesieniu i wychowaniu ani polskiej ani żydowskiej ludności pozostałego polskiego obszaru.

(…)

Z punktu widzenia polityki rasowej można zaproponować dwie możliwe drogi dalszej polityki na daleką metę na pozostałym polskim obszarze. Jedna i druga obejmuje wyłącznie plan, ażeby zarówno Polaków jak i Żydów utrzymywać w jednakowy sposób na niskim poziomie życiowym i pozbawić ich wszelkich praw zarówno pod względem politycznym jak narodowym i kulturalnym. W tym wypadku Polacy i Żydzi byliby postawieni na równi.
Jeśli chodzi o drugą stronę, to dla Polaków możliwości własnego kulturalnego i narodowego rozwoju byłyby tak samo ograniczone jak przy pierwszym projekcie. Natomiast Żydzi otrzymaliby nieco więcej wolności, przede wszystkim w zakresie kulturalnym i gospodarczym, tak że niektóre decyzje w sprawie zarządzeń administracyjnych i gospodarczych następowałyby przy współudziale żydowskiej ludności. Pod tym względem polityki wewnętrznej rozwiązanie to oznaczałoby jeszcze silniejsze gospodarcze skrępowanie Polaków przez Żydów, ale także Żydom dałoby powód do zasadniczych zażaleń i ciągłych trudności.
3

W kwestiach zdrowotnych Wetzel i Heht zalecili:

Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do zapobieżenia przeniesienia chorób zakaźnych na teren Rzeszy. Jak dalece zapewniona jest opieka lekarska nad polską ludnością ze strony polskich względnie licznie się tu znajdujących żydowskich lekarzy, to nas nie interesuje, podobnie jak i kwestia lekarskiego narybku.
Wszystkie środki, które służą ograniczeniom rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. Rasowo-hygienicznych zarządzeń w żadnym razie nie należy popierać.
4

Tajna notatka do akt sporządzona 2.10.1940 r. w Berlinie przez Martina Bormanna:

Führer wyjaśnił, że potrzebujemy w Rzeszy wielkiej własności ziemskiej, abyśmy mogli wyżywić nasze wielkie miasta; wielka własność ziemska – podobnie jak i inne gospodarstwa rolne – potrzebuje do uprawy ziemi i do żniw sił roboczych, i to tanich sił roboczych. Gdy skończą się żniwa, mogą siły robocze wrócić do Polski. Gdyby robotnicy przez cały rok pracowali w rolnictwie, wówczas sami zjedliby znaczną część tego, co zostało zebrane, a zatem jest całkowicie słuszne, ażeby z Polski przybywali do uprawy ziemi i do żniw sezonowi robotnicy. My mamy z jednej strony przeludnione obszary przemysłowe, z drugiej brak sił roboczych w rolnictwie itd. Do tego zostaną użyci polscy robotnicy. Jest więc całkowicie słuszne, ażeby w Guberni istniał duży nadmiar sił roboczych, ażeby stamtąd rzeczywiście przybywali corocznie do Rzeszy potrzebni robotnicy. Bezwarunkowo należy baczyć, aby nie było żadnych “polskich panów”; tam, gdzie istnieją polscy panowie, powinni – jakkolwiek może to brzmieć twardo – zostać wytępieni.

(…)

Generalna Gubernia jest polskim rezerwatem, wielkim polskim obozem pracy. Polacy mają z tego korzyść, ponieważ utrzymujemy ich w zdrowiu, dbamy o to, ażeby nie wyginęli z głodu itd.; nigdy jednak nie wolno nam podnieść ich na wyższy poziom, gdyż wówczas staliby się anarchistami i komunistami5

Kolejnym dokumentem jest fragment listu inspektora Policji Bezpieczeństwa i S.D. w Poznaniu do Centrali Przesiedleńczej Z Hd. von SS-Obersturmbannführer Krumey w Łodzi, z dnia 12 grudnia 1941 r.:

„(…)

4. Planowe wysyłanie żonatych Polaków i zamężnych Polek na roboty do Rzeszy.
Uzasadnienie: W przeciwieństwie do wyżej podanego żądania, pozostawienia w miejscu rodzinnym osób nieżonatych, na roboty do Rzeszy należy wysyłać w pierwszym rzędzie Polaków żonatych. Przez to bowiem rozrywa się rodziny, co spowoduje, przy dłuższym tam zatrudnieniu, wydatne zmniejszenie liczby urodzeń.
5. Szeroko przeprowadzona sterylizacja polskich warstw prymitywnych.
Uzasadnienie: Postulatu tego oraz jego rezultatów nie można w żadnym wypadku porównywać ze skutkami metod eugeniki. Warstwy wyższe, społecznie wartościowe, można znacznie osłabić już w przeciągu kilku pokoleń, przez zastosowanie środków podanych w punktach pod 1-4. Na skutek zarządzeń, godzących w rodzinę i jej sytuację gospodarczą, warstwy te zawierałyby małżeństwa dopiero bardzo późno, a i potem zmuszone by były świadomie ograniczyć liczbę potomstwa.
Natomiast ucisk gospodarczy, stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi im w produkowaniu licznego potomstwa. Temu niepożądanemu przyrostowi naturalnemu można położyć kres jedynie przez środki wypleniające. Ponieważ zaś warstwa ta najczęściej nie przedstawia w procesie pracy zbyt wielkiej wartości, można by, również z gospodarczego punktu widzenia patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę metodę. Oczywiście należałoby, stosując ją, zrobić szeroki użytek z pojęcia ”chory dziedzicznie wzgl. społecznie niepotrzebny”. Rozchodzi się tutaj nie o negatywną metodę eugeniczną, lecz po prostu o sposób wyplenienia narodu
”.6

Powyżej przedstawiony został wątek historyczny związany z terminem “demografia negatywna” w kontekście planu Himmlera na depopulację m.in. ludności Polski. W jakim stopniu zrealizowany lub nadal realizowany (mniej lub bardziej świadomie) jest ten plan? Odpowiedź na to pytanie pozostawiamy do refleksji Szanownego Czytelnika.

_____________
Przypisy:
[1] Państwowe Muzeum w Oświęcimiu, Zeszyty oświęcimskie 2, Wydawnictwo Państwowego Muzeum w Oświęcimiu, Oświęcim 1958, s. 33.
[2] Tamże, s. 44.
[3] Tamże.
[4] Tamże, s. 44-45.
[5] Tamże, s. 45.
[6] Tamże, s. 47-48.